5 zaskakujących faktów o Sri Lance

1. Stolica inna niż myślisz

Załóżmy, że zapytamy 100 losowo wybranych osób napotkanych na ulicy, jaka jest stolica Sri Lanki. Pomijamy odpowiedzi w stylu „a co to?”, „tak”, „spadaj na drzewo” i inne tego typu banialuki, ale ciekawe ilu „respondentów” udzieliłoby poprawnej odpowiedzi. No bo niby to podstawowa wiedza geograficzna, niby ta Sri Lanka nie jest jakimś ostatnim wygwizdowem, a tu okazuje się, że Kolombo to może i jest największe miasto wyspy, ale stolica to już na pewno nie. I tu zaczyna się problem, no bo ile innych miast na Sri Lance zna jeszcze pospolity Kowalski? Pewnie żadnego, bo i skąd. A już bankowo nie słyszał o Sri Dźajawardanapurna Kotte. Trzeba przyznać, że mają poczucie humoru w lankijskim rządzie. Do tej pory myśleliśmy, że nie ma nic ciekawszego w wymowie niż Thimphu w Bhutanie czy dźwięcznie brzmiąca, honduraska Tegucigalpa, ale stolica Sri Lanki bije na głowę wszystkie pozostałe. Jakby tego było mało, Kolombo nie jest już stolicą wyspy od przeszło 30 lat. Okazuje się, że sprytny lankijski rząd podjął decyzję o zmianie już w 1982 roku, a na terenie obecnej siedziby rządu pasły się wtedy jeszcze krowy. Dokonano natychmiastowej urbanizacji i zbudowano miasto w zasadzie od podstaw, a cały proces przenosin trwał przez lata. Na pocieszenie, nową stolicę Sri Lanki można w skrócie nazywać Kotte.

Autobus to najpopularniejszy środek lokomocji na Sri Lance. W mniejszych miejscowościach istnieje duża szansa, że będziesz jedynym białym na pokładzie. / Dworzec autobusowy w Kurunegali.

2. Turysta – nasz Pan

Lankijczycy doskonale wiedzą, że masy ludzi napływające do nich z Europy, USA i Australii to świetne źródło zarobku. Stereotypowy białas z zachodu zostawi tym więcej zielonych, im lepiej będzie traktowany przez lokalną społeczność – mieszkańcy wyspy ten niepodważalny fakt znają i wykorzystują na różne sposoby. Jakkolwiek, podwózka tuk-tukiem do sklepu oddalonego o pięć minut drogi spacerem czy organizacja całego dnia na Sigiriji, z użyczeniem papieru toaletowego włącznie to już gruba przesada, to jest pewna rzecz, w której Lankijczycy przodują i wszyscy chórem wołają: „robimy to nie dla kasy”. Otóż, wystarczy raz przejechać się zatłoczonym autobusem na Sri Lance, żeby tego doświadczyć. Widząc białasa z plecakiem, Lankijczycy tłumnie i na siłę szukają wolnego miejsca siedzącego – wyganiają swoich, przepychają ich, wskazują najbardziej komfortowe miejsce i pomagają z bagażami – słowem, pełen serwis, a prym wiedzie w tym sam konduktor. Nie ma znaczenia, że trzeba przepchnąć się przez połowę autobusu, celem zajęcia wyznaczonego miejsca, a kobieta z trójką dzieci i w zaawansowanej ciąży musi zmienić swoje miejsce, bo nas jest dwoje i musimy przecież siedzieć obok siebie. Z tą zaawansowaną ciążą chyba trochę przesadziliśmy, ale tak to mniej więcej wygląda. Dodatkowo czas podróży umilają Ci od razu setki pytań zadawane przez ciekawskich Lankijczyków, bo jakby nie było, jesteś dla nich atrakcją turystyczną. Zatem, jeśli widzisz zapakowany po dach autobus i wahasz się czy jechać tym czy poczekać na następny – wbijaj śmiało, bo nie minie kwadrans i już możesz siedzieć wygodnie na tylnej kanapie, ze skierowanymi na Ciebie przynajmniej kilkoma parami oczu. Tak po prostu jest i się z tym nie dyskutuje.

3. Choruj śmiało!

Jedną z niewielu rzeczy, które skutecznie potrafią zepsuć cały wyjazd jest choroba. O ile sraczka przejdzie, z katarem można żyć, a ból głowy ustąpi, o tyle temperatura i dreszcze przez kilka dni z rzędu mogą mocno dać się we znaki. Nie pytajcie skąd wiemy. Samolot powrotny za ponad tydzień, a Ty masz już dość faszerowania się aspiryną, która daje taki sam efekt co zmiany trenera naszej reprezentacji piłkarskiej. Jako że tonący brzytwy się chwyta, resztkami sił maszerujesz do apteki w poszukiwaniu cudu. Magister farmacji ma na oko z 18 lat i – idziemy o zakład – nie jest posiadaczem żadnego dyplomu uprawniającego go do pracy w aptece. Bogaci w doświadczenia z Dambulli, gdzie na gardło chcieli nam sprzedać lek na wątrobę, postanawiamy wziąć sprawy w swoje ręce. Na półce dostrzegamy pewien antybiotyk, jeden z niewielu znanych nam leków w tej aptece (znaczna większość z nich ma nazwy, które trudno powtórzyć nawet na trzeźwo). Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że nie potrzeba tu żadnych recept, a tabletki sprzedaje się na sztuki!

Lankijczycy chętnie rozdają wizytówki podróżnikom odwiedzającym ich kraj. Czasem proszą o wysłanie zdjęć, drobnych upominków czy nawet sprzętu komputerowego, który może nie jest Ci już potrzebny!

4. Nie daj o sobie zapomnieć

Wyobraź sobie, że jedziesz pociągiem i dla zabicia czasu rozmawiasz z Lankijczykiem, który wypytuje Cię o to, jak znalazłeś się w jego kraju, co tu właściwie robisz, kiedy wyjeżdżasz i co jeszcze chcesz zobaczyć, a Ty w odpowiedzi starasz się dowiedzieć czegoś więcej o kulturze, zwyczajach i tego typu rzeczach panujących na Sri Lance. Rozmowa się klei, czas płynie, wszystko cacy, robisz mu fotkę, no i nagle okazuje się, że on musi wysiąść na następnej stacji. Wtem, wyciąga z kieszeni coś, co przypomina… wizytówkę. A tam nic szczególnego – imię, nazwisko, numer telefonu, adres mailowy i… zdjęcie kapitalnej plaży, z białym piaskiem, lazurową wodą i palmami. Gdzieś tam z tyłu głowy wiesz, że za tydzień jedziesz nad morze, więc warto może zasięgnąć języka, która to z lankijskich miejscowości oferuje takie widoki. W odpowiedzi, Twój rozmówca z rozbrajającą szczerością informuje Cię, że zdjęcie to, zostało przez niego ściągnięte z folderu jednego z popularnych biur podróży i przedstawia Malediwy, a on po prostu chciał by przykuwało wzrok i lepiej wyglądało na jego wizytówce. I nie wiesz czy się śmiać czy płakać… Generalnie na Sri Lance, większość obywateli posiada wizytówki, mimo, że nie prowadzą żadnego biznesu, gdzie byłoby wskazane legitymować się przyzwoitym kawałkiem kartki z najważniejszymi informacjami. Taka tam po prostu panuje moda. I nie zdziw się, gdy po otrzymaniu kolejnej, zostaniesz poproszony o przesłanie zdjęcia, które właśnie zrobiłeś właścicielowi wizytówki.

5. Internet jest wszędzie

Dosłownie. W kraju, w którym smartfon wywołuje ogólną ciekawość wszystkich dookoła, a tablety zobaczyć można tylko w sklepie lub w telewizji (pod warunkiem, że akurat we wsi jest telewizor) – Internet jest wszędzie. Przez dwa tygodnie podróży, nigdzie nie uświadczyliśmy braku sieci. W Elli wprawdzie nie było dostępu w pokoju, ale wystarczyło wyjść na taras, żeby złapać sygnał z pobliskiej restauracji. W Udawalawe gdzie byliśmy jedynymi białymi w całym mieście i zakwaterowaliśmy się w pokoju z kilkoma gekonami, małą, śmieszną żabą i prysznicem w formie rury wystającej ze ściany, router dostaliśmy osobiście na noc, a w Mirissie, żeby złapać sieć wystarczyło usiąść wygodnie na wiklinowym fotelu na werandzie przy posesji właściciela. Za jego zgodą, można było nawet wejść do domu i zresetować sygnał!

Odpowiedź do artykułu “5 zaskakujących faktów o Sri Lance

  1. Anonim

    a właśnie tam chce zamieszkać.
    colombo wiekszoć ludzi kojarzy z usa.
    a jeśli mi się uda to zaproszę do Polonarówy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress