Aoraki / Mount Cook – w pogoni za pogodą

Stało się! Zapłaciliśmy za pierwszy nocleg. W Mount Cook National Park. Spaliśmy na dziko, a tu rano podjechał Pan z DOC (Departament of Conservation) i poinformował nas, że generalnie to 300 metrów dalej jest kamping i nie wolno tu spać. Opowiedział nam, że on tu jest od tego, żeby karać takich cwaniaczków jak my grzywną w wysokości 200 NZD, ale wspomniał też, że nie lubią tego robić, więc wystarczy, że zapłacimy za dzisiejszy nocleg i zobaczymy się na kampie po południu, zamiast znowu spać w tym samym miejscu. Poszliśmy na to bez kręcenia nosem.

_IGP8692

W takiej scenerii spędziliśmy pierwszą noc w Mount Cook NP

_IGP8691

Taki widok mają z muzeum w miasteczku. Całkiem przyjemnie.

_IGP8689Na pogodę w Mt Cook czailiśmy się od dobrych kilku dni. Sprawdzaliśmy ją już nawet tydzień wcześniej, będąc jeszcze w Christchurch, ale jak na złość wszystkie możliwer serwisy pogodowe zapowiadały chmury, deszcz i mgłę, a to nie bardzo odpowiadało naszym wymaganiom. Gdy dotarliśmy do Lake Pukaki, kilkaset metrów przed oczekiwanym od dawna skrętem w prawo w stronę Mt. Cook, po raz ostatni sprawdziliśmy prognozę. Niestety – deszcz. Postanowiliśmy zatem przeczekać deszcz w Twizel, 9 kilometrów od Pukaki i tam poczekać na zmianę aury. Trafiliśmy w punkt! Nie dość, że Twizel okazało się mega fajną mieściną, to jeszcze po dwóch dniach chmur i deszczu w końcu pogoda w Mt. Cook miała się zmienić.

Przyjechaliśmy do Parku Narodowego po południu. Gówno, nie pogoda, za przeproszeniem. Tak błyskawicznej zmiany pory roku jak z lata w Twizel do zimy w Mt. Cook jeszcze nie doświadczyliśmy. Wyjeżdżaliśmy w japonkach i na krótki rękaw, aby raptem 60 kilometrów dalej, czym prędzej ubierać bieliznę termoaktywną, legginsy i kurtkę przeciwdeszczową. Mało tego, wyciągnęliśmy nawet czapki, szaliki i rękawiczki, a także – uwaga – zimowe spodnie na snowboard. I uwierzcie nam, przydały się. Nie skłamiemy, jeśli powiemy, że temperatura odczuwalna pod wieczór była bliska zeru. W środku nowozelandzkiego lata. To była zimna noc.

_IGP8090

WTF? 3D?

_IGP8085Ale obudziło nas słońce. Zjedliśmy co mieliśmy i pędem ruszyliśmy w stronę Hooker Valley. W końcu prognoza przewidywała słońce, ale tylko do wczesnych godzin popołudniowych. Hooker Valley to 90-minutowy spacer (w jedną stronę), raczej łatwy, z kilkoma pięknymi punktami widokowymi i trzema podwieszanymi mostami. Prowadzi do jeziora, z którego rozpościera się widok na główny punkt programu – Mount Cook, najwyższy szczyt Nowej Zelandii.

_IGP8200 _IGP8204 _IGP8233 _IGP8239 _IGP8240 _IGP8252 _IGP8262

_IGP8494

Memoriał dla wszystkich tych, którzy stracili życie w górach Parku Narodowego. W całej historii, ponad 250 osób nie wróciło z wyprawy.

_IGP8273 _IGP8370 _IGP8400 _IGP8449 _IGP8465 Trasa jest świetnie przygotowana i raczej każdy, niezależnie od tego jak bardzo jest lub raczej nie jest fit, powinien sobie poradzić. Widoki po drodze naprawdę robią wrażenie. Białe, ośnieżone szczyty, a Ty spocony, zasuwasz w krótkim rękawie. Czarująco. Do perfekcji zabrakło jedynie częstszego zbierania szczęki z podłogi. Gdybyśmy mieli oceniać, a do dyspozycji mieli szkolną skalę, dalibyśmy mocne, naprawdę mocne 5/6. Może nawet z malutkim plusikiem.

Po południu – o dziwo – nie zaczęło lać. Korzystając z okazji, wybraliśmy się na krótki, godzinny trek na Kea Point. Krótko, treściwie i z sensem – tak można określić ten spacer. Wchodzi się niecałe pół godziny, a widoki kapitalne. Brakowało tylko tych śmiesznych papug kea, które to podobno potrafią wyżerać uszczelki okienne w samochodach, na co poniektórych parkingach na Zachodnim Wybrzeżu. Jak wróciliśmy, na zegarku było już dobrze po osiemnastej. Nadal słońce. Chyba im się coś pomerdało w tej stacji meteorologicznej. Ale to dobrze dla nas. Pojechaliśmy do miasteczka, żeby dowiedzieć się, że Internet kosztuje 2 dolce za 20 mega, za co naturalnie grzecznie podziękowaliśmy i przyjechaliśmy z powrotem na kampa. Wystarczy tych wrażeń jak na jeden dzień. Pora spać.

_IGP8543 _IGP8531 _IGP8516 _IGP8515 _IGP8505 _IGP8504 _IGP8497Rano obudziło nas słońce. Była wprawdzie jedna chmura, która spowodowała, że jedliśmy śniadanie w cieniu, ale bez dramatu. Widzieliśmy już Mt Cook, to dzisiaj może lać i sypać śniegiem, że ho ho. Na dziś bowiem, plan zakładał lodowiec Tasmana. Wyglądało jednak na to, że tym razem Zeus się zlitował i dał poświecić słońcu w Mt. Cook dwa dni z rzędu. Nam to pasi.
Z lodowca Tasmana w zasadzie niewiele już zostało. Nie dalej niż 25 lat temu, w miejscu gdzie dziś znajduja się jezioro, było jedno wielkie lodowisko. To pokazuje skalę globalnego ocieplenia. W ciągu 25 lat, lodowiec, który zalega tam od setek tysięcy lat, skurczył się o 2 kilometry i mądre głowy przewidują, że przez następne 12 skurczy się o kolejne cztery. Tak właśnie szanujemy naszą planetę. Miejmy tylko nadzieję, że nasze wnuki będą miało możność w ogóle podziwiać lodowiec Tasmana.

_IGP8563 _IGP8567 _IGP8587 _IGP8636 _IGP8649tasman glacier lakeNa koniec zostawiliśmy sobie Blue Lakes. Króciutki spacer z parkingu do tabliczki informacyjnej, z widokiem na dwa małe zbiorniki wodne, które… są zielone. Niemniej, tabliczka z krzykliwym napisem „Why are the Blue Lakes green?” wyjaśnia trochę te nieścisłości. Ponad 200 lat temu, gdy jeziora otrzymywały swą nazwę, wpływała do nich błękitna, roztopiona woda z lodowca. Dziś, jak zostało wspomniane powyżej, lodowiec skurczył się znacząco i nie ma już co do jezior wpływać. Stały się one w zasadzie dwoma małymi sadzawkami, z ciekawym rysem historycznym, aniżeli faktyczną atrakcją turystyczną. No ale za to mamy przynajmniej zielone Niebieskie Jeziora.

_IGP8660 _IGP8661 _IGP8664 _IGP8665Podsumowując, dwa dni świeciło nam słońce. A w zasadzie tak smażyło, że trzydziestka na twarz to był o-bo-wią-zek! Miało padać, a nawet nie plunęło. Za to dzienna amplituda temperatur w Mount Cook National Park to rzecz, o której można by śmiało napisać osobny temat. Ale spoko, przynajmniej nie da się narzekać na nudę. Mt Cook to było jedno z tych miejsc, które było dość wysoko na liście must see. Nie zawiedliśmy się. Przepiękne góry, zawalone śniegiem aż miło i taki open space, że aż kręci się w głowie. Warto było czekać i czatować w Twizel na dobrą pogodę.

Na koniec krótkie porównanie, dlaczego za wszelką cenę chcieliśmy mieć pogodę w Mount Cook. Komentarz zbędny :)

diff1 diff2

4 odpowiedzi do artykułu “Aoraki / Mount Cook – w pogoni za pogodą

  1. Inn

    Co za miejsce! Co za kolory! Podoba mi się najbardziej z Waszych dotychczasowych relacji :) oby ta dalej! Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy i zdjęcia :)

    1. Zalatani Autor

      Tasman jest krótki. 20 minut na górę. Można jeszcze zejść na dół, do rzeki. Drugie 20 minut :)

      Chyba będziemy musieli zmienić na 6 :) Z perspektywy czasu Mt. Cook to nasz top na Południu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress