Bitwa lotnisk: Doha vs Singapur (Video)

Tu nas nie szukajcie. To jakaś inna ekipa :)

No i wyruszyliśmy! 15 lipca daliśmy całusa na pożegnanie kochanej rodzince, przekroczyliśmy bramki Okęcia, by po prawie 48 godzinach podróży wylądować w Yogyakarcie. Po drodze zahaczyliśmy o Singapur, gdzie zostawiliśmy bagaż rejestrowany i już dzielnie tułamy się po Indonezji. Przy okazji, mieliśmy szansę „przetestować” nowe katarskie lotnisko, które pod koniec maja zastąpiło niezdolne już do obsługi coraz liczniejszej rzeszy podróżników Ad-Dauha.

Pierwsze wrażenie? Jest ciemno! Wykładzina w strefie tranzytowej? Ciemna. Płytki podłogowe? Ciemne. Ściany? A jakże, ciemne! Niemniej jednak, wszystko wygląda dość bogato (jak przystało na bogatych arabskich szejków) i pomimo ogólnie otaczających nas barw, w których dominują kolory ciemne, jest przyjemnie. Kącik jedzeniowy nie jest zbyt rozbudowany, ale można znaleźć coś dla siebie. Burger King, kuchnia chińska, tajska, kilka kawiarni. Ceny? Raczej lotniskowe, choć mogłoby być gorzej. Duża gama sklepów wolnocłowych, perfumerie, alkohole i olbrzymia powierzchnia sprawiają, że nawet długi tranzyt na nowym katarskim lotnisku nie powinien być dla nikogo uciążliwy.

Jednak najlepszym pomysłem na spędzenie wolnego czasu, nocy czy nawet całego dnia, może się okazać tzw. „Family Area”. Sześć wygodnych łóżek, na których śmiało można spać nawet tydzień, strefa telewizyjna, plac zabaw dla dzieci, komputery z dostępem do sieci i mnóstwo miejsca do spania, na wypadek gdyby wyżej wspomniane wyrka były zajęte. Całości dopełnia nieograniczony dostęp do internetu na całym lotnisku i wiele, naprawdę wiele gniazdek elektrycznych. Można szaleć do woli. My spędziliśmy tylko 6 godzin i aż szkoda było odlatywać :)

Prawie jak w Heaven Lounge, czyli budżetowa kolacja na Changi. Jajka kupione na lotnisku!

Singapurskie Changi, wielokrotny zdobywca nagrody dla najlepszego lotniska na świecie, już od pierwszych chwil zachwyca obszernością i dużymi, przestronnymi wnętrzami. Do tego mnóstwo zieleni, małych ogródków i pnączy na ścianach, a najbardziej wymagający wielbiciele natury znajdą tu również park z motylami. Changi posiada trzy terminale, pomiędzy którymi kursują małe, jedno-wagonowe kolejki. To co rzuca się w oczy to olbrzymia ilość miejsc gdzie można zjeść, wypić i zrelaksować się, zarówno w strefie publicznej jak i bezcłowej, zatem na pewno nie wylecicie z Singapuru głodni… o ile macie dość kasiory :) Problemem natomiast jest znalezienie gniazdka zanim znajdziecie się poza bramkami bezpieczeństwa. Jedyne dostępne podłączenie do prądu możliwe jest w restauracjach i kawiarniach, chyba, że będziecie mieli dość szczęścia by natrafić na otwartą skrzynkę z kontaktami na słupie w samym centrum terminala (miny przechodniów, gdy gotujesz wodę na herbatę – bezcenne). W kwestii spania… pełna dowolność. Ławki bez szczebelków (dość niewygodne), hektary podłogi czy elegancka, jasnobeżowa wykładzina na terminalu trzecim, którą gorąco polecamy. Relatywnie miękko, a stanowiska odprawy otwierają się dopiero po siódmej, no i blisko do toalety. Aha, zapomnielibyśmy o „Heaven Lounge”, na pierwszym piętrze w terminalu nr 3, gdzie możesz wziąć prysznic, kimnąć w luksusach i porządnie zjeść… ale znowu istotna jest kasiorka :) Jest też hotel, ale patrząc na wystrój, nawet nie wchodziliśmy do środka :) Przecież nie po to dźwigamy swoje śpiwory!

Słowem zakończenia, oba lotniska są naprawdę w dechę i na obu można by spokojnie zamieszkać. W Katarze widać, że lotnisko lśni nowością i co chwila pucują kible, natomiast Singapur, mimo, że nieco starsze, ciągle zachwyca wyglądem. Zdjęcia przedstawiają tylko Changi, natomiast nowe dziecko szejków możecie obejrzeć na załączonym filmiku :)

Miłego oglądania!

YouTube Preview Image

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress