Dookoła Yogyakarty – Borobudur i Prambanan

_IGP2764Co tak naprawdę przyciąga turystów do Yogyakarty? Czyżby wszechogarniający zapach spalin? Obecność straganów, na których można kupić wszystko i nic? A może super luksusowe – jak na indonezyjskie warunki – centrum handlowe Malioboro Mall? Chyba żadne z powyższych. Tak naprawdę istnieją dwa główne powody, dla których do Yogyakarty zjeżdżają podróżnicy z całego świata, traktując ją jako swego rodzaju przystanek na drodze do Dżakarty lub na Bali. Pierwszy z nich nazywa się Borobudur, a drugi Prambanan.

Przejście główną ulicą Yogyi (jak potocznie nazywana jest Yogyakarta), bez usłyszenia choć jednej propozycji transportu do Borobudur, kwalifikuje się do rzeczy co najmniej niemożliwych, a już na pewno mocno nienaturalnych. Taksówkarze, rikszarze, kierowcy skuterów czy właściciele zaprzęgów konnych tylko czekają na jedno Twoje skinienie, ba, wystarczy nawet, że omyłkowo spojrzysz na jednego z nich i już uważają Cię za potencjalnego klienta.

_IGP2704_IGP2733_IGP2705

_IGP2711

Borobudur oddalony jest od centrum Yogyakarty o około 40 kilometrów. Aby dostać się do świątyni z poziomu głównej ulicy Malioboro, należy złapać autobus TransJogja” o numerze 3A i po kilku przystankach przesiąść się w kolejny, 2A lub 2B, który zawiezie nas bezpośrednio na terminal autobusowy „Jombor”. Podróż trwa około 20 minut i kosztuje 3000 rupii (każdy pojedynczy kurs linią TransJogja, niezależnie od ilości przesiadek to jedna i ta sama kwota). Potem wystarczy już tylko stanąć i poczekać kilka sekund, aby transport do Borobudur znalazł się sam. Miły pan z wąsem, raczył poinformować nas, że za kilka chwil odjeżdża kolejny busik za 20000 rupii i za godzinę powinniśmy być na miejscu. Niestety, publiczny transport i wschód słońca nie idą ze sobą w parze. Pierwszy autobus TransJogja odjeżdża ze stacji Malioboro Mall kilka minut przed godziną szóstą rano, kiedy na zewnątrz jest już dosyć jasno. Jedyna szansa na znalezienie się pod Borobudur na otwarcie bramek (6:00) to prywatny transport z Yogyi.

_IGP2712borobudur13.1 _IGP2755 _IGP2701 _IGP2759Borobudur to jedna z największych buddyjskich świątyń na świecie. Wstęp jest drogi, kosztuje 20 dolarów i jeśli chcecie jechać jeszcze do Prambanan, opłaca się wykupić bilet łączony za 360 000 rupii (ok. 31$). Jeszcze lepiej, gdyby okazało się, że legitymujecie się ISIC, międzynarodową kartą studencką – wtedy cena biletu spada aż o połowę! Budowla ma piramidalny kształt i składa się z kilku tarasów, a na jej szczycie znajdziemy 72 dagoby. Dwie godziny to świat i ludzie, jakie należy poświęcić na Borobudur, chyba że planujecie się tam opalać lub jesteście wybitnie zafascynowani tego rodzaju atrakcjami.

_IGP2784Samodzielne dotarcie do Prambanan, drugiej ze świątyń w okolicach Yogyi jest krótsze, tańsze i wygodniejsze. Z centrum miasta wsiadamy do busa o numerze 1A i po trzech kwadransach jesteśmy na miejscu. Prambanan w odróżnieniu od Borobudur jest świątynią hinduistyczną. Zbudowany również w IX wieku, doświadczył poważnych uszkodzeń w trakcie trzęsienia ziemi, które miało miejsce w 2006 roku. Odbudowa i rekonstrukcja trwa do dziś. Kompleks składa się z trzech świątyń głównych, trzech mniejszych i kilku całkowicie niewielkich, wyglądających jak duże, kamienne grille ogrodowe. W samym centrum stoi największa z trzech głównych świątyń, wysoka na 45 metrów, należąca do najważniejszego hinduistycznego bóstwa – Śiwy, który uważany jest za Boga niszczyciela. Dwie pozostałe, stojące po bokach są mniejsze i mają po 35 metrów wysokości każda. Symbolizują Wisznu – Boga obrońcę, oraz Brahmę – Boga stworzyciela.

_IGP2786Naprzeciw każdej dużej świątyni znajduje się mniejsza, tzw. „świątynia transportu”. Jakkolwiek to brzmi, gdyby któryś z bóstw zechciał udać się na chwilę do drugiego świata, zawsze ma pod ręką do dyspozycji swojego „wierzchowca”. Śiwa dosiada Nandi – białego byka, Brahma używa łabędzia imieniem Anksa, a Wisznu – Garudy – świętego ptaka, który jest również widoczny w godle Indonezji i dla Indonezyjczyków stanowi coś pokroju orła dla Polaków (swoją drogą, ciekawe, że symbolem muzułmańskiego kraju jest hinduistyczny zwierz). Pozostałe świątynie Prambanan pełnią rolę świątyń powitalnych i nie mają jakiegoś szczególnego znaczenia.

Oba kompleksy, Borobudur i Prambanan, położone są w takiej konfiguracji odległościowej, że idealnie składają się w całość w trybie wschód-zachód słońca lub rano-wieczór. Borobudur rankiem lepiej nadaje się do zdjęć, jako, że słońce znajduje się za naszymi plecami i dobrze oświetla całą budowlę. Rano nie smaży jeszcze aż tak bardzo, a popołudniu największy upał mamy już za sobą, zatem dobrze wpaść na obiad w Yogyakarcie w godzinach południowych, w przerwie pomiędzy jedną, a drugą świątynią. Obie otwarte są od 6:00 do 18:00 i następnego dnia najlepiej jest już uciekać z miasta w dalszą drogę, bo raz, że w Yogyi nie ma nic ciekawego do roboty, a dwa, że wszędobylski smog w mieście mocno daje się we znaki.

8 odpowiedzi do artykułu “Dookoła Yogyakarty – Borobudur i Prambanan

  1. Emi

    Witajcie,

    trafiłam do was, bo ktoś z moich polskich gości (w Jogji mieszkam i prowadzę homestay) powiedział mi, że tak negatywnie pisaliście o moim mieście. Ojej, odważne stwierdzenie, że „tu nie ma nic do roboty”. Mam nadzieję, że kiedyś tu jeszcze wrócicie i przekonacie się, że jest i to dużo :) Nie wiem czemu, ale Polacy z reguły nie doceniają okolicy (może po lekturze takich blogów właśnie :)), skupiając się tylko na oklepanych świątyniach, za to miejscowym/autralijskim czy amerykańskim turystom zawsze mało, przyjeżdżają tu na 3 dni, a zostają tydzień albo wracają po kilku miesiącach. Najciekawsze, co Jogja ma do zaoferowania to natura dookoła miasta (piękne, białe plaże, jaskinie, wodospady) – wg mnie jest tu dużo piękniej niż na przereklamowanym Bali, no i turystów jak na lekarstwo. A w samym mieście jest jeszcze Pałac Wodny z podziemnym meczetem, można zwiedzać kawałek tuneli, które łączyły Pałac Sułtana z oceanem, Yogya to też najlepsze miejsce na Jawie na kulinarne podboje – jeśli gdzieś jeść więcej niż tylko nasi goreng i instant noodles to właśnie tu!

    Pozdrawiam z najfajniejszego jawajskiego miasta! :)

    1. Zalatani Autor

      Heja :)

      Fajnie, że wpadłaś i pokusiłaś się o komentarz, bo to zawsze lepiej wyrazić swoje zdanie :) Yogya stłamsiła nas niestety ilością spalin. Nie wiemy czy tak jest zawsze i o każdej porze roku, ale ogromna ilość skuterów skutecznie zanieczyszczała powietrze podczas naszej wizyty.

      Atrakcje w okolicach miasta to kwestia subiektywna. Zależy co się do tej pory widziało i zależy czego się szuka. Jak ktoś był nad Iguazu, czy nawet nie tak dalekimi od domu Plitwickimi Jeziorami to być może wodospady nie będą go kręcić. Jak ktoś widział jaskinie w Laosie i na Borneo to może już mu wystarczy jawajskich. Oczywiście nie negujemy tego, że te miejsca są piękne i jedyne w swoim rodzaju, co to to nie! :)

      Bardzo chętnie wpadniemy kiedyś jeszcze do Yogyi i zweryfikujemy nasze odczucia. Mamy nadzieję, że przynajmniej Twoi goście byli zadowoleni :)

      Pozdrawiamy ciepło :)

  2. Emi

    Ilekroć mam gości z Krakowa to mówią, że wcale nie jest tak źle z tymi spalinami 😛
    Fakt, że im się więcej widziało tym trudniej człowieka zadowolić (na tej zasadzie wciąż nie byłam w Prambanan, do którego mam 40 min :P, ponoć to słabsza wersja Angkor Watu), ale ciągle uważam, że Bali przy Jogji wypada słabo! A to tam właśnie większość turystów ucieka szukając ‚raju’.

    1. Zalatani Autor

      Kraków to ostatnio podobno całkiem niezłe porównanie do Yogyi w kwestii zanieczyszczenia środowiska :)

      My broń Boże nie gloryfikujemy Bali na rzecz Yogyi. Byliśmy na siedmiu indonezyjskich wyspach i ze wszystkich Bali podobała nam się najmniej. Raj jest wszędzie, tylko nie tam :)

      Pozdrowienia :)

        1. Zalatani Autor

          Jawa ma swoje piękne i urokliwe miejsca (choćby Karimunjava), ale nie byliśmy osobiście więc zdania nie mamy. Na Bali plażowanie takie sobie, natomiast fajne plaże ma Lombok. Łączenie Indonezji z frazą „łatwość dojazdu” to jakby stawianie tam znaku nierówności :) Niestety wyspiarski klimat nigdy nie ułatwi nam logistyki. Ze wschodniej Jawy jednak chyba najbliżej jest na Bali.

      1. Anonim

        Pozno… ale Krakow sie odzywa,
        Ze spalinami nie jest zle, nawet gdy ladujesz na rowerze posrodku glownej ulicy, starajac sie wyminac skutery by zjechac gdzies w boczna.
        Moje pytanko do was, najlepsze miejsce do noclegu by zobaczyc bromo i ijen-cena jak najtaniej, czas nie gra roli, wyjazd z yogji
        Dzieki i pozdrawiam

        1. Zalatani Autor

          W Bromo spaliśmy w jakimś prywatnym pokoju, który szczęśliwie znaleźliśmy w środku nocy – 130.000 rupii

          W Ijen spaliśmy w Paltuding (miejsce startowe do treku na wulkan) w budynku należącym do władz parku. Jeśli nie przeszkadza Ci kilak stopni ciepła, trochę insektów i twarda podłoga to miejsce idealne. Tanie i blisko do startu. Nie wiemy czy to nadal możliwe, tam jest generalnie ciężko z zakwaterowaniem. Płaciliśmy 250.000 rupii za cały budynek (było 10 osób).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress