Jak wytrzymać w podróży we dwoje?

wedwojeWydawać by się mogło, że podróż we dwoje to czysta radość, zero problemów i same sielskie chwile. Przecież znacie się już dobrze, dogadujecie w wielu kwestiach, pogląd na życie macie podobny, to i w podróży nie będzie problemu. Okazuje się jednak, że realia są nieco inne i choć dziś jesteś pewien, że podołasz wyzwaniu i nic nie zmąci Waszych nastrojów w podróży, to jutro okaże się, że jedyną osobą, z którą jesteś w stanie regularnie wytrzymywać 24 godziny na dobę jesteś Ty sam.

O kamieniu godzącym słów kilka

Nie można mieć wiecznie dobrego humoru i skakać z radości przez cały czas. Zmęczenie, choroby, brud, tęsknota za domem czy cała masa wypadków losowych mają miejsce każdego dnia i musimy to przyjąć na klatę. Jeśli coś poszło nie tak, a wina ewidentnie spoczywa na barkach tylko jednej z osób, to zamiast przez następne tygodnie regularnie wypominać, trzaskać drzwiami i wracać do sprawy, lepiej schować to głęboko, zamknąć, zapomnieć, a gwarantujemy Wam, że za jakiś czas będziecie się z tego śmiać do rozpuku. My w podróży dysponujemy kilkoma ekstra sposobami, żeby zażegnać kryzys, oprócz standardowych przeprosin czy obietnic, że to już był naprawdę ostatni raz. Mamy mały zestaw swoich śmiesznych tekstów, min czy gestów, które nawet po ostrej awanturze potrafią przerwać milczenie. A na specjalne okazje, czyli porządną burzę z piorunami dysponujemy małym zielonym kamykiem, który znaleźliśmy gdzieś przypadkiem na plaży w Nowej Zelandii. Nazwaliśmy go „kamieniem godzącym”, a jego użycie z reguły załatwia sprawę. Użyliśmy go chyba raz czy dwa, bo to taki as w rękawie, trzymany na prawdziwe hardkory i nie powinien być wyciągany w kieszeni na marne :) A jakie są Wasze metody na waśnie i spory?

Walka z cichymi dniami

Zaufanie i umiejętność wybaczania – bez tego nie ma się co nawet ruszać z domu. W końcu większość czasu będziecie spędzać razem i gdzieś tam w którymś momencie może się zdarzyć psikus. Ktoś coś powie, zrobi, czy spojrzy nie tak jak powinien i awantura gotowa. A najgorzej jak ktoś jest jeszcze przed okresem :) Potem następuje cisza i tylko zaufanie jest w stanie tę ciszę przerwać. Bo gdzieś tam w głębi serca wiesz, że ten jegomość obok, z którym dzielisz aktualną niedolę i uważasz go w chwili obecnej za najbardziej podłego popaprańca na całym świecie, to tak naprawdę Twój kompan, kumpel, przyjaciel i prawdopodobnie najważniejsza osoba w życiu.

Po co my to w sumie robimy ?

Grunt to mieć cel. Wspólną wizję, czyli coś co motywuje nas do działania, co powoduje, że wstajemy o tej drugiej nad ranem i idziemy w totalnej ciemności, drżąc z zimna pod górę, by zdobyć kolejny wulkan, to co sprawia że decydujemy się spać w jednym pokoju z żabą i gekonami, byle tylko było taniej i byle później można było więcej nurkować. I choćby było już tak źle, że chyba gorzej się nie da, to zawsze jedno musi pociągnąć drugie. Tak było chociażby na Ruapehu. To był mój pomysł, żeby wdrapać się na ten aktywny wulkan. W połowie drogi słyszałem za plecami takie wyrazy niezadowolenia z ust mej szanownej żony, że bałem się odwrócić głowę. Jakoś wdrapaliśmy się na ten wierzchołek, a tam okazało się, że źle poszliśmy i jeszcze drugie tyle przed nami. Gdy po godzinie dalszego marszu byłem gotowy się poddać i zejść, czując się winnym całej tej kuriozalnej sytuacji, wtedy ona – ta sama, która tak zemściła, że stromo, że zimno, że gorąco, że niebezpiecznie i w ogóle do kitu – krzyknęła na mnie, że nie ma bata i skoro doszliśmy już tak daleko to zdobędziemy ten cholerny wulkan. I zdobyliśmy go.

Jak Flip i Flap!

Jeśli podróż ma być udana, to pamiętajcie, że tworzycie zespół. Dwuosobowy mały team, który powinien pasować do siebie jak przysłowiowe puzzle. Mimo, że my jesteśmy do siebie podobni w wielu kwestiach (pewnie dlatego, że „docieramy” się już ponad osiem lat), to jest również mnóstwo takich rzeczy, które nas różnią. Po prostu tak jest i się z tym nie dyskutuje. Natalię dopada homesick, a ja się zastanawiam co to takiego, ja chcę na trekking, ona chce popływać, drę się gdy pakuje kolejny kostium do torby, a ona wyrywa sobie włosy z głowy gdy znowu zaczynam gadać z kimś o piłce nożnej, zapominając o bożym świecie.

W kupie siła

Zazwyczaj podróżujemy samotnie, bo każda kolejna osoba do towarzystwa to przysłowiowy „ogon” i więcej z takiego osobnika jest problemów niż pożytku. Lubimy towarzystwo innych, ale nie na tygodnie tułaczki. Żeby jednak całkowicie nie zwariować, to od czasu do czasu trzeba znaleźć kompana lub kilku, a najlepiej drugą czy trzecią parę i wspólnie przeżyć choć kawałek podróży. Najczęściej dzieje się to przypadkiem, a potem przy rozstaniu jest płacz i wycie. Wtedy też powstają najlepsze wspomnienia, bo widoki widokami, ale to ludzie tak naprawdę sprawiają, że te chwile na zawsze pozostaną w Twojej pamięci.

Podsumowując, życie w podróży to dla nas nic innego jak to samo docieranie się co w domu. Cały proces trwa jednak nieco szybciej i sprawniej, bo w końcu czym masz trzasnąć gdy śpisz w namiocie? Albo gdzie wyjść, skoro dzielicie to samo łóżko w samochodzie zaparkowanym pośrodku buszu? Wyjścia nie ma – kompromis murowany, czy się tego chce, czy nie.

2 odpowiedzi do artykułu “Jak wytrzymać w podróży we dwoje?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress