Kajakowy chillout w Abel Tasman (video)

_IGP3208Park Narodowy Abel Tasman był na liście życzeń od samiusieńkiego początku. Na długo przed Milford Sound i na długo przed Mount Cook. Nawet Hanmer Springs było później. Po prostu lądując w Auckland, wiedzieliśmy już, że cokolwiek by się nie stało, nasze oczy i tak ujrzą tasmańskie wody i plaże. Stało się to w połowie lutego, a na perfekcyjną pogodę musieliśmy czekać cztery długie dni. Było warto. Słońce opuszczało nas tylko w nocy.

Zamiast standardowego łażenia po wiszących mostach i przemierzania leśnych bezdroży, wybraliśmy kajak. Po blisko dwugodzinnej odprawie, dotyczącej zasad bezpieczeństwa i ogólnego zaplanowania trasy, wsiedliśmy w nasz pomarańczowy wehikuł, razem z plecakami i z namiotem, pomachaliśmy na pożegnanie i ruszyliśmy w drogę.

_IGP3240 _IGP3313 _IGP3393Najtrudniejszą część naszej trzydniowej wyprawy miał stanowić kawałek odsłoniętego oceanu, zwany Mad Mile, rzekomo niespokojny i czasem mega trudny do pokonania. Wspominali, że będzie ciężko – fakt, ale to co zastaliśmy na wodzie, przeszło nasze oczekiwania. Wysokie fale, bujające kajakiem na lewo i prawo oraz silny wiatr w twarz, sprawiający wrażenie jakbyśmy stali w miejscu. Płynęliśmy po łuku, nieco pod prąd, co wydłużało dystans, bo postawienie kajaka bokiem do fali mogło oznaczać niechcianą kąpiel. A wraz z nią, konieczność suszenia całego naszego ekwipunku, czyli ostatnia rzecz jaka była nam w tamtej chwili potrzebna. Fakt, że piszemy tego posta, oznacza, że przeżyliśmy, ale po blisko dwugodzinnej walce z morzem padliśmy na plaży w Anchorage Bay na twarz.

_IGP3297

Watering Cove

_IGP3379

Mosquito Bay

Drugi dzień to już bułka z masłem. Od rana na wodzie totalna flauta. Po dwóch godzinach machania wiosłami dobiliśmy do Mosquito Bay, jednej z przyjemniejszych plaż w całym Parku Narodowym. Na całe szczęście, nazwa tej zatoczki nie ma nic wspólnego z tymi latającymi szkodnikami. Za obiad posłużyła nam zupa z dyni, o której mowa na filmie. Składu wolicie nie znać, a jedyna pozytywna informacja na okładce puszki to fakt, że w ogóle w tej zupie była dynia. Posileni, powiosłowaliśmy w stronę wyspy Tonga, na której rzekomo uwielbiają wylegiwać się sealsy. A skoro są tam sealsy to znaczy, że my tam jedziemy. Bo lubimy sealsy. W Internecie pełno jest filmików, pokazujących małe foki wdrapujące się na kajaki, zaciekawione cóż to za maszyna do nich przypłynęła. Niestety, trafiliśmy chyba na porę sjesty, bo większość z nich leżała do góry brzuchami i nie raczyła nawet wskoczyć do wody. Wprawdzie kilka małych pluskało się w basenach między skałami, ale żaden z nich nie zbliżył się do nas na mniej niż kilka metrów.

_IGP3458

Onetahuti Bay

_IGP3432

Onetahuti Bay

_IGP3424

Onetahuti Bay

Drugi namiot rozbiliśmy na Onetahuti Bay. Stąd również zabrano nam kajak, bo wedle umowy, na trzeci dzień przewidziany był marsz do kolejnej zatoki, skąd zgarnęła nas wodna taksówka.

_IGP3592

Awaroa Bay

_IGP3581 _IGP3569 _IGP3563 _IGP3539 Abel Tasman to taka perełka Wyspy Południowej. Blisko do promu, jakby ktoś miał mało czasu, a w promieniu kilkudziesięciu kilometrów znajduje się jeszcze sporo innych atrakcji. Za kajakowanie zapłaciliśmy 189 dolarów za osobę. W cenie ofkors nasz wehikuł, a ponadto powrotna taksówka i dwa noclegi na polach namiotowych w Parku. Na miejscu do wypożyczenia jest również cała gama sprzętu kempingowego i podstawowe produkty spożywcze do nabycia. Ceny takie, że szkoda mówić. Lepiej zaopatrzyć się w Motuece. Z tą myślą Was zostawiamy i życzymy przyjemnego oglądania wideo, które znajdziecie poniżej :)

YouTube Preview Image

4 odpowiedzi do artykułu “Kajakowy chillout w Abel Tasman (video)

  1. Zalatani Autor

    Sens jest, bo cała okolica jest piękna. Kajak można wziąć na jeden dzień, a samochód zostawić na parkingu firmy. Miejscowość wypadowa nazywa się Marahau :)

  2. Ola

    Cześć,

    Chciałam się spytać o wypożyczenie sprzętu kempingowego. Orientujecie się może czy opłaca się lepiej wypożyczyć, czy kupić swój namiot? Mając na uwadze, że reszta zwiedzania NZ ma się odbyć w samochodzie podobnym do Waszego – czyli raczej bez namiotu. :)
    Dziękuje z góry za odpowiedź.

    P.S. Świetny blog! Sposób w jakim wszystko opisujecie jest rewelacyjny :)

    Pozdrawiam

    Ola

    1. Zalatani Autor

      Olu,

      kupowanie całego osprzętu mija się z celem, jeśli zamierzasz spać w samochodzie, chyba że chcesz zaliczyć kilka Great Walków :)

      Jeśli jednak bardzo chcesz mieć swój własny namiot i sprzęt campingowy, a nie chcesz wydawać kupy forsy na nówki to bardzo często zdarza się, że Ci, którzy opuszczają NZ po roku WHV zwyczajnie oddają lub zostawiają w hostelach swoje rzeczy. Bardzo często w backpackerskich miejscówkach (głównie w AKL) są takie pudła „free stuff” działające na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. My w ten sposób wzbogaciliśmy się o namiot i kilka innych rzeczy, które przed wyjazdem dokładnie w ten sam sposób zostawiliśmy w innym hostelu :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress