Kawah Ijen – praca na miarę XXI wieku… (video)

ijen0Paltuding to mała, senna wioska położona na wysokości 1850 metrów n.p.m. Gdy docieramy tu około 14:00, na placu stoi zaledwie kilka jeepów, które można śmiało policzyć na palcach jednej ręki. Wszyscy, którzy nocowali dziś w okolicy już dawno opuścili ten teren i rozjechali się lub udali w dalszą podróż po wyspie. Nic nie wskazuje na to, aby poza kilkoma wodospadami, majestatycznymi górskimi widokami i wszędobylską zielenią było tu jeszcze coś ciekawego do zobaczenia. Niby zwykła wioska w górach, jakich wiele mijaliśmy po drodze. A jednak, niecałe 600 metrów powyżej rozpościera się Kawah Ijen – wulkan, którego historia zmieni Twój pogląd na ludzką pracę.

Na terenie Paltuding jest jeden, może dwa pensjonaty, duże boisko piłkarskie, dwa sklepy, restauracja i kilka budynków należących do władz Parku Narodowego. Zostawiamy nasze bagaże w dużym pomieszczeniu przypominającym kolonijną świetlicę i idziemy na rekonesans po okolicy. Nasi goreng (smażony ryż z kurczakiem, warzywami i jajkiem, najbardziej pospolite indonezyjskie danie) za 15.000 rupii (1,3 USD) wygląda dobrze, małe banany po tysiąc od sztuki, woda za ósemkę, a różnego rodzaju ciastka, wafle i inne przekąski do 12.000 (1 USD). Mogło być gorzej. W międzyczasie okazuje się, że wielki pokój, który zajęliśmy to nasza sypialnia na dzisiejszą noc. Cena: 250.000 rupii (22 USD), niezależnie od ilości osób. Szukamy więc chętnych wszędzie gdzie się da :) Przybyliśmy tu wraz z czwórką Francuzów, których poznaliśmy na Mount Bromo, dokooptowaliśmy jeszcze parę Szwajcarów i dwójkę Czechów i zgodnym chórem stwierdziliśmy, że zamierzamy nocować w temperaturze 10 stopni Celsjusza, na podłodze w pokoju o powierzchni około 50m2 wraz z gromadą insektów i nieszczelnymi drzwiami, bez jakiegokolwiek zamka. Jeśli zakwaterowanie na Bromo było mało przyzwoite, to pokój w Paltuding należy nazwać warunkami co najmniej ekstremalnymi. Cenna rada: nie płaćcie za kamerę ani aparat przy kupowaniu biletu wstępu do Parku, bo i tak nikt nigdy tego nie sprawdza, a 30.000 rupii (2,5 USD) zostaje w kieszeni.

ijen3

Jedyny rozsądny cenowo punkt noclegowy w Paltuding to olbrzymi, nieogrzewany pokój, gdzie śmiało mogłoby spać nawet do 50 osób. Sporo insektów, nie więcej niż 10 stopni w nocy i pobudka o pierwszej nad ranem Podobno można tu spróbować zdrzemnąć się za friko.

ijen2

Wyluzowana społeczność lokalna. Oni już wiedzą, że my jeszcze nie wiemy co nas czeka… :)

Budzik dzwoni o 1:00, ale i tak nie śpimy już od północy. Za zimno. Mamy godzinę do otwarcia bramy Parku Narodowego. Ziąb niesamowity, a plac, który jeszcze wczoraj był pusty, dziś zastawiony jest autami po brzegi. Nie ma potrzeby brać przewodnika, bo jest mnóstwo ludzi, którzy się na to decydują (że niby niebezpiecznie, że ślisko, że ciemno, że opary, co jest może i prawdą, ale spokojnie można to zrobić na własną rękę), można ewentualnie maszerować za nimi lub po prostu zapytać się lokalesa o drogę. Na szczyt krateru prowadzi trzykilometrowa, kamienista i dość stroma ścieżka. Pokonanie jej zajmuje nam nieco ponad godzinę, jest mega ciężko i zostawiamy po drodze mnóstwo potu i sił. Tyłek ratują nam banany i oreo, które mieliśmy w plecaku. Pomimo chłodu, leje się z człowieka jakby dopiero co wyszedł spod prysznica. Bez wody ani rusz. Stwierdzamy, że Bromo było dla każdego – bez dwóch zdań, ale Kawah Ijen jest półkę wyżej. Choć już niedługo zmienimy zdanie i wszystko okaże się dla nas bułką z masłem, przy okazji wspinaczki na Rinjani…

Kolejny etap to zejście w głąb krateru po kamiennych schodach. Tabliczka przed wejściem, na której widnieje dobrze wszystkim znana czaszka z kośćmi, informuje nas, że nie będzie łatwo. Trzeba ważyć każdy krok, bo jest ślisko od padającego deszczu, ruch jak na Zakopiance w środku sezonu, a obok pionowa ściana w dół. Poręczy brak. W powietrzu coraz bardziej czuć intensywny zapach siarki. Nieodzowne okazują się chusty na twarz, a co niektórzy mają nawet normalne maski gazowe, co jak stwierdziliśmy na dole, wcale nie jest takim głupim pomysłem. Pół godziny później, naszym oczom ukazuje się widok, dla którego wstaliśmy tak wcześnie i maszerowaliśmy tak długo. Z ziemi wydobywa się ogień – niebieski, lazurowy, błękitny – ciężko stwierdzić jaki to kolor. Wszystko za sprawą siarki i procesów chemicznych jakie zachodzą w tym miejscu. Wiatr momentalnie zmienia kierunek i chmura dławiącego dymu leci wprost na nas. Wszyscy padają na ziemię i chowają się za kamiennym murkiem. Niebieskie ognie widoczne są tylko w nocy, w ciągu dnia nie ma szansy na ich zobaczenie. Wracamy na górę, korek jest jeszcze większy niż podczas schodzenia. Przed nami jeszcze co najmniej kilkanaście minut drogi na punkt widokowy aby zobaczyć wschód słońca. Jest 4:45.

ijen4

ijen5

ijen6Słońce wstaje tutaj około 5:30. Momentalnie robi się nieco cieplej, gdy pierwsze promienie zaczynają wyglądać zza chmur. Niestety, gęsta mgła i dym wydobywający się z głębi krateru, a także wiatr wiejący w naszą stronę powodują, że widoki nie są tak spektakularne jak mogłyby być. Krajobraz dookoła przypomina trochę film fantasy – porozrzucane wszędzie olbrzymie kamienie, dziury w ziemi, drzewa z samymi konarami, bez liści, a wszystko to spowite solidną, gęstą mgłą. Brakuje tylko ryczących orków. Co jakiś czas, gdy wiatr zmieni kierunek, ze szczytu widoczne jest turkusowe jezioro położone w dole i masywy górskie naprzeciw nas. Jezioro to, jest najbardziej zakwaszonym zbiornikiem wodnym na świecie, o pH wynoszącym mniej niż 0,5. W ciągu dnia, zejście do niego odbywa się tą samą drogą, która wiedzie do niebieskich płomieni, przy czym tłum chętnych do jego zobaczenia po wschodzie słońca wzrasta kilkukrotnie. To jedyne miejsce na Ziemi, gdzie zamiast wody w jeziorze, znajdziesz czysty kwas siarkowy.

ijen14

Tak mniej więcej wygląda zderzenie nocy z dniem na szczycie Kawah Ijen!

ijen7

Wygląda to trochę jak spory pożar w oddali. A to tylko wschód słońca, połączony z gęstą mgłą.

ijen16

Czesko-szwajcarsko-francusko-polska ekipa na szczycie Kawah Ijen!

ijen18

Widmo brockenu – dość rzadkie zjawisko, które polega na tym, że widzisz swój cień, rzucony na chmurę, znajdującą się pod Tobą. Do tego dochodzi jeszcze tęczowa obwódka, nazywana glorią. Dzieje się tak, gdy znajdujemy się w linii pomiędzy słońcem, a mgłą, która w tym wypadku pełni rolę ekranu. Istnieje przesąd, że każdy kto doświadczył zjawiska brockenu, umrze w górach. Można jednak „odczynić” ten przesąd – wystarczy zobaczyć brocken trzy razy. Co więcej, wtedy w górach można już czuć się bezpiecznym po wsze czasy :)

ijen9

Niesamowite widoki, spowodowane kombinacją wschodzącego słońca i mgły

ijen10 ijen15 Oprócz fantastycznych widoków, Kawah Ijen jest również miejscem pracy dla wielu mężczyzn, którzy dzień w dzień dźwigają na swoich barkach wydobywaną tutaj siarkę. W porozrywanych ubraniach, nierzadko w klapkach i z papierosem w ustach, pokonują drogę z dna krateru, po krętych schodach pod górę, aż do wioski, trzy kilometry dalej, szutrową drogą w dół. Wszystko to, z koszem wypełnionym po brzegi siarką, potrafiącym ważyć nawet ponad 90 kilogramów! I tak nawet do trzech razy dziennie… w górę i w dół. My po jednym razie, z lekkim plecakiem i przerwą na solidną porcję kalorii czuliśmy się jak zdjęci z krzyża. A oni potrafią jeszcze stanąć, uśmiechnąć się i zapozować do zdjęcia, zapewniając przy tym, że wszystko jest w najlepszym porządku.

ijen24

Górnicy, bo tak ich się tutaj nazywa, potrafią w skrajnych przypadkach dźwigać nawet dwukrotność wagi swojego ciała…

ijen33ijen34ijen31 ijen32  ijen22 ijen26 ijen28Mniej więcej w połowie drogi w dół znajduje się punkt ważenia koszy. Każdy kilogram jest tutaj dosłownie na wagę złota. Pracownicy dostają za niego 800 rupii, czyli równowartość oszałamiającej kwoty 20 groszy. Każdy kosz waży średnio 75 kilogramów, zatem za trzy kursy dziennie można zainkasować około 180 000 rupii pensji. Przy założeniu pięciodniowego tygodnia pracy, wychodzi mniej więcej 4 miliony rupii miesięcznie, co jest kwotą ponad dwukrotnie wyższą niż średnia krajowa. Jednak coś za coś. Opary siarki na dnie krateru są bardzo niebezpiecznie dla zdrowia, a oni wdychają je dzień w dzień, kurs za kursem, kilogram za kilogramem. Czasem dożywają czterdziestki, a czasem nie. Jednakże Indonezja wydaje się być krajem, gdzie nierzadko pieniądz liczy się bardziej niż ludzkie zdrowie. Zapewnienie rodzinie bytu, dzieciom edukacji i stały dostęp do ciepłego posiłku wygrywają z troską o samego siebie. Jednak nie ma się co dziwić, skoro co lepsi mogą tutaj zarobić w jeden dzień tyle ile przeciętny Indonezyjczyk zarabia w tydzień. Zdarza się, że po zrobieniu zdjęcia proszą o drobny banknot. Jakkolwiek takie zachowanie zwykle nas irytuje i odrzuca, na Kawah Ijen wydaje Ci się, że za swoją pracę zasługują oni na dodatkowy zarobek. W końcu nawet niewielka kwota pięciu tysięcy rupii to dla nich dodatkowe 6 kilo siarki. Bez problemu przyjmą też tysiąc czy dwa tysiące i z pozdrowieniem na ustach odejdą w stronę wioski. Dodatkowo, trafiliśmy do Paltuding podczas Ramadanu, gdzie wszyscy pracownicy to muzułmanie, zatem nie spożywają pokarmów ani płynów od wschodu do zachodu słońca. Niektórzy łamią religijne zasady, posilając się porcją ryżu czy uzupełniając elektrolity specjalnym napojem. Jednakże, część z nich wykonuje w tym okresie „zaledwie” jeden kurs dziennie, trzymając się rygorystycznych islamskich obyczajów.

ijen38

Taki kosz to mniej więcej 60 000 – 70 000 rupii, czyli około 15-18 złotych. Zejście do krateru, zapełnienie kosza i droga powrotna do punktu skupu trwa mniej więcej trzy godziny. Czasem nawet trzy razy dziennie.

ijen39

70 kilo czystej siarki. Połowa z nas nie byłaby w stanie tego kosza nawet podnieść, nie mówiąc już o zbieganiu z nim na plecach dwa lub trzy razy dziennie i to dzień w dzień. Nadal twierdzisz, że nie lubisz swojej roboty?

ijen37 ijen40Paltuding jest osiągalne tylko przy pomocy prywatnego samochodu lub skutera i niestety nie dojeżdża tu żaden publiczny transport. Najbliższa pętla autobusowa znajduje się w wiosce Sempol, kilkanaście kilometrów niżej. Najłatwiej dostać się tam z Bondowoso, skąd pierwszy bus odchodzi wcześnie rano, a ostatni około 17:00. Z Paltuding jest też niedaleko do przeprawy promowej na Bali, ale historia ta sama – żadnego busa. Pozostaje kombinowany transport (ciężko tu coś ogarnąć po godzinie 10:00, bo wszystkie jeepy i minivany już dawno odjechały) lub wynajem prywatnego auta, co kosztuje około 400 000 rupii (35 USD). Można też próbować mało konwencjonalnych metod, które czasem mają szanse powodzenia (nam prawie udało się pojechać policyjnym pickupem za friko), jednakże zdecydowanie polecamy wizytę na Ijen w większej grupie, jakkolwiek jest to tylko możliwe, bo pozwala to na sporą redukcję kosztów. Pomimo drobnych problemów logistycznych, Kawah Ijen to miejsce, które absolutnie powinno znaleźć się w planie podróży każdego kto wybiera się na Jawę.

YouTube Preview Image

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress