Minął rok

_IGP8977Dziś mija równo rok od momentu, gdy opuściliśmy Polskę. Magiczna granica została przekroczona. Wprawdzie wcześniej też nas więcej nie było niż byliśmy, ale to się nie liczy, bo wracaliśmy co jakiś czas na kilka dni. Teraz jest inaczej. Jesteśmy już 365 dni z dala od wszystkiego, co nazywamy domem, bo choć mieszkamy tu jak w domu, gotujemy jak w domu, pracujemy i żyjemy jak w domu – to dom jest tylko jeden. I jest tam, gdzie zostawiliśmy go owe 365 dni temu.

Rok to mnóstwo czasu i nie ma siły, żeby taki szmat życia nie zmienił człowieka choć trochę. To był dla nas niesamowicie intensywny okres i zrobiliśmy masę fantastycznych rzeczy, o których jeszcze kilka lat temu nawet nam się nie śniło. I choć wiele jest już za nami, to wiemy, że tak naprawdę jeszcze więcej czeka na nas po drodze, na którą właśnie wkraczamy. Oto nasze krótkie podsumowanie tego roku:

_IGP62211. Co już udało nam się dokonać?

– zostaliśmy nurkami i zeszliśmy pod wodę 18 razy w ciągu pierwszych sześciu tygodni. Potem nastąpiła przerwa, ale zamierzamy tę liczbę przynajmniej podwoić w ciągu najbliższego kwartału;

– zdobyliśmy 4 wulkany: Bromo, Ijen, Rinjani i Ruapehu;

– dotykaliśmy foki, głaskaliśmy lamy, karmiliśmy strusie, nurkowaliśmy z rekinami, pływaliśmy z delfinami, szukaliśmy kiwi w lesie po zmroku i widzieliśmy na własne oczy pingwiny i lwy morskie w ich naturalnym środowisku;

– przez 5 miesięcy mieszkaliśmy w samochodzie, którego wnętrze sami zbudowaliśmy, a wcześniej przez 3 miesiące mieszkaliśmy w przyczepie kempingowej;

– spędziliśmy 319 dni na końcu świata, w Nowej Zelandii. Teraz już dalej jest tylko na Księżyc;

– poznaliśmy pana Józefa z rodziną, dziecko z Pahiatua, jedną z 733 wysiedlonych z Polski sierot, które podczas Drugiej Wojny Światowej przybyły do Nowej Zelandii. Możemy śmiało powiedzieć, że traktujemy ich jak naszą nowozelandzką rodzinę;

– przez ponad 3 miesiące w backpackerskim hostelu poznaliśmy więcej fantastycznych osób z całego świata, niż przez całe dotychczasowe życie siedząc na tyłkach w Warszawie;

– zmieniliśmy się i widzimy to. Całe nasze postrzeganie świata zza biurka i monitora legło w gruzach. Dziś wiemy już, że można inaczej i nie trzeba być wcale niewolnikiem swoich własnych marzeń;

_IGP2394_IGP490920150301_142211 dive_IGP59552. Nowe smaki w kuchni

Ludzie, zabrzmi to pewnie dziwnie, głupio i mało prawdopodobnie, ale są pewne rzeczy, które spróbowaliśmy dopiero w Nowej Zelandii i od dnia, w którym to nastąpiło, produkty te na stałe wpisały się w nasz jadłospis: awokado, (kupione w Paihii na lokalnym targu zupełnym przypadkiem, a dziś co czwartek bierzemy siatkę dziesięciu sztuk. Szok i niedowierzanie – wiemy, wiemy…), pesto (gdy spróbowaliśmy po raz pierwszy w Hanmer Springs, sami pukaliśmy się nawzajem w czoła, jak przez ponad dwadzieścia lat można było nie zjeść takiego cudeńka), kumara (czyli słodki ziemniak, który ot tak wzięliśmy w Kerikeri, żeby w końcu zjeść obiad z czymś innym niż ziemniaki. No i dwa kilo ziemniaków leży teraz w samochodzie i gnije…). Co więcej, zajadamy się już tylko swoim własnym chlebem, własnoręcznie robimy sushi, a o wołowinie wiemy trzy razy więcej niż przed wyjazdem, gdy mogliśmy powiedzieć tyle, że to mięso z krowy.

3. Hablamos Español!

Nareszcie! Po wielu próbach, kilku podejściach, dwóch poważnych falstartach i wiecznym odkładaniu na jutro – udało się! Zaczęliśmy uczyć się hiszpańskiego! Ale nie tak na pół gwizdka, o nie! Mamy ze sobą cały arsenał – aplikację na telefon, zestaw 1000 fiszek, płyty CD, książki z gramatyką i grupkę pomocnych Chilijczyków w hostelu. A wszystko przez to, że obiecaliśmy sobie, że kiedyś zawitamy do krajów Ameryki Południowej.

4. Nasza droga

Rozpoczęliśmy na Okęciu, wcześnie rano. Potem było nowo otwarte lotnisko w Doha i Singapur, gdzie zostawiliśmy nasz bagaż i polecieliśmy do Indonezji. Na Jawie były kapitalne wulkany (Bromo i Ijen), na Bali były małpy, a na Lembongan manty. Na Flores były najlepsze jak dotąd nurki, no i oczywiście osławione warany. Lombok kojarzy nam się przede wszystkim z naszą męczarnią na Rinjani, oraz przepięknymi plażami. Następnie złapaliśmy samolot na Borneo i polecieliśmy do Malezji, żeby zanurkować na niesamowitym Sipadanie. Po drodze mieliśmy ogarnąć jeszcze kilka innych rzeczy, ale dopadło nas zapalenie spojówek i Borneo mieliśmy z głowy. Wróciliśmy do Singapuru, odebraliśmy nasz bagaż i 31 sierpnia postawiliśmy pierwsze kroki na nowozelandzkiej ziemi. Szybko kupiliśmy Tweety i pojechaliśmy do Hanmer Springs. Po czterech miesiącach, dokładnie 9 stycznia 2015 opuściliśmy tę malowniczo położoną wioskę na Południu i ruszyliśmy przed siebie, żeby w końcu zobaczyć wszystko to, na co czekaliśmy blisko rok. 67 dni minęło nam jak z bicza strzelił. 16 marca trafiliśmy do małej nadmorskiej miejscowości Paihia, która przyciągnęła nas swoim pięknem. I tak oto zostaliśmy tu do dziś. Ale już za trzy dni wyjeżdżamy. Opuszczamy Paihię i kierujemy się do Auckland, żeby rozpocząć ostatni, bardzo krótki zresztą rozdział naszej nowozelandzkiej przygody. Koniec jest bliski, ale nadchodzi nowy początek. _IGP7708 _IGP631710822472_4693835681280_749258233_n

5. Co dalej?

Piątego sierpnia kierujemy się na Fidżi. Będziemy nurkować, plażować i pić kavę z lokalesami. Potem lecimy do Australii, skąd przedostaniemy się na Sulawesi w Indonezji. Dalej czeka to, od czego większość zaczyna, a my zostawiliśmy sobie na koniec – Azja Południowo-Wschodnia. Potem pewnie wrócimy do domu. Na jak długo? Może na miesiąc, może na rok, może na stałe. To życie napisze nam scenariusz. Do zobaczenia!

10 odpowiedzi do artykułu “Minął rok

  1. Konrad

    Czesc. Super blog, super wyprawa! Gratuluję :-) Zastanawiam się caly czas skąd bierzecie fundusze na zycie tam? Czy to srodku zgromadzone w Polsce?

    1. Zalatani Autor

      To zdecydowanie nie są środki zgromadzone w Polsce :) Coś tam mieliśmy, ale starczyłoby co najwyżej na Azję, a nie na Nową Zelandię. Trochę odłożyliśmy w GB, gdzie pojechaliśmy z zamiarem zarobienia, a potem na bieżąco w NZ. Pozdro i dzięki za wpis :)

    1. Zalatani Autor

      Dzięki Szpinakożerca! Cieszy nas, że lektura się podoba :) A tak btw to z tymi Rostkami trzeba się będzie umówić na dobrą kawę. Może nawet ‚z prądem’ 😉

  2. Inn.

    Alę ja Was lubię czytać! Zróbcie plsss jakąś relację z ogromną ilością zdjęć, zawsze są takie piękne ale stanowczo ich za mało! Wasz blog ma potencjał – świetne teksty, zdjęcia, pomysł na życie. Czekam na jakiś post już wkrótce :)
    Pozdrawiam!

    1. Zalatani Autor

      Będa fotki, będzie dużo fotek :) Na razie siedzimy na tyłkach i ogarniamy ostatnie rzeczy przed wyjazdem, więc możliwości, żeby wyskoczyć gdziekolwiek z aparatem niewiele. Ale już niedługo :) Pozdro !

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress