Nowozelandzki cennik

cennikPowiedzmy sobie szczerze – tanio nie jest. Dopóki pracujesz i na Twoje konto wpływa cotygodniowa pensja, to nawet w pojedynkę i przy najniższej krajowej dajesz jakoś radę. Lepiej, gorzej, ale się trzymasz. Odkładasz te dolce, ciułasz i planujesz. Tu pojadę, to zobaczę, a tam to już na pewno posiedzę chyba z tydzień. Skoczę na bungy, popływam z delfinami i jeszcze polecę helikopterem na lodowiec. Ale się będzie działo. Zaczynasz zatem swą podróż, lecz szybko okazuje się, że Twoje oszczędności brutalnie topnieją. Matma nawaliła? Obliczenia okazały się błędne? Niestety, ale kraj Kiwi jest drogi i z tanich rzeczy to tutaj są tylko darmowe widoki, a wszystko inne kosztuje i to sporo. Zatem jakie są ceny w Nowej Zelandii?

 

1. Paliwo

Dużą, o ile nie największą składową budżetu stanowi paliwo. Niby kraj niewielki ale kilometry lecą jak szalone. Do tego dochodzą górskie drogi, bogate w długie i strome podjazdy, a także obciążony gratami samochód i bak znika w mgnieniu oka. Cena za paliwo w chwili pisania tego posta (marzec 2015) waha się od 1,52 do prawie 2 dolców za litr. Na szczęście, w Nowej Zelandii na litr paliwa, przy najniższej stawce pracujesz niecałe 10 minut, więc nie ma jeszcze dramatu. Trzeba jednak uważać, bo można się nieźle naciąć i okaże się, że w dużym mieście paliwo na tej samej stacji jest kilkanaście centów droższe, niż gdzieś we wsi, dwadzieścia kilometrów wcześniej. Ale to Nowa Zelandia – tu logiczne rzeczy nie zawsze są logiczne. Z naszych obserwacji wynika, że ceny paliwa rozkładają się następująco (porównane na podstawie stacji Caltex i BP, co oznacza, że może zdarzyć się tańsza, nie-sieciowa stacja):

1. Wyspa Północna – najtaniej jest w Whangarei (1,52) oraz w Rotorua i Napier (po 1,75). W Auckland cena waha się od 1,75 do 1,94 NZD za litr – trzeba poszukać. Najdrożej jest w Tauranga, Taupo, Coromandel Peninsula i na północ od Whangarei – 1,95 za litr i drożej. W Wellington jest równie drogo – najtaniej tankowaliśmy za 1,92.

2. Wyspa Południowa – najtaniej jest na linii Christchurch – Dunedin – Invercargill – średnio 1,70-1,75 za litr. Następnie Queenstown (1,80), Hokitika i Greymouth (1,85). Skandalicznie drogo jest za to w Milford Sound, The Catlins, na West Coast i w rejonie Abel Tasman NP (1,95+)

_IGP6596Gdzie warto tankować w Nowej Zelandii

1. Caltex i BP – teoretycznie najdroższe paliwo ze wszystkich, ale na pierwszej lepszej stacji poproś o AA Smartfuel Card. Za każde 40 dolarów wydane na paliwo dostajesz kilka centów upustu – najczęściej sześć, choć zdarza się osiem na niektórych stacjach. Na specjalne okazje (np. dzień meczowy nowozelandzkich krykiecistów w tegorocznych MŚ) można było zgarnąć nawet dziesięć centów zniżki. Teraz uwaga – nie tankuj do pełna, tylko zalej dwa razy po 40 dolców i w ten sposób zgarnij zniżkę dwa razy. Mówiliśmy już coś o logice?

2. Z – kolorowe, fioletowo-złote stacje, które z łatwością rozpoznasz z daleka. Jeśli dodatkowo robisz zakupy w supermarketach sieci Countdown, możesz w zależności od tego ile wydasz, zgarnąć upust od 4 do 8 centów na litrze.

3. Mobil – zazwyczaj tańsze paliwo niż na poprzednich stacjach. Można fajnie zgrać z Pak’n’Save. Działa na podobnej zasadzie, co przykład opisany powyżej, z tym że można zgarnąć maksymalnie 4 centy zniżki. Kolejne cztery centy można przytulić wydając przynajmniej cztery dolce w sklepie na stacji.

4. Gull – z reguły najtańsze paliwo, ale liczebność stacji najmniejsza ze wszystkich wymienionych. Co więcej, stacje tej sieci można znaleźć tylko w północnej części Wyspy Północnej.

 

2. Jedzenie

Zasadniczo, w podróży możesz żywić się na kilka sposobów. Załóżmy, że wsuwasz najtańszy, puszkowany szit pełen glutenu, barwników, zagęszczaczy, E i czego to ludzkość jeszcze nie zna. Data ważności – lipiec 2026. Biała naklejka z niebieskim napisem budget – łatwo rozpoznasz na półce. Etykiety produktów odstraszają swoim wyglądem potencjalnych klientów, ale Tobie wysypują się one z koszyka. Niby jest tanio, ale kosztem zdrowia. Nie polecamy. Jest za to firma pams – sprawdzona i solidna taniocha, która jako tako trzyma poziom. Gluten nie jest jej niestety obcy, ale niekiedy wydaje się, że pakują tego syfu nieco mniej do środka. Wybieramy ją od czasu do czasu i jeszcze się nie nacięliśmy. Istnieje również homebrand – marka spotykana jedynie w sieci supermarketów Countdown. To coś w rodzaju rzeczy produkowanych jedynie dla Biedronki w Polsce. Jakość taka sobie, ale produkty typu sól, pieprz, cukier, makaron czy płatki do mleka można kupować w ciemno. W kraju Kiwi są cztery główne sieci supermarketów, bo nie przypuszczamy, żebyś za cel obierał sobie kupowanie żarcia w prywatnych sklepach:

_IGP65921. Pak’n’Save – ich hasło reklamowe brzmi: „najtańsze ceny jedzenia w Nowej Zelandii”. Politykę realizują bardzo przyzwoicie i większość produktów jest faktycznie tańsza, niż gdziekolwiek indziej.

2. New World – pierwsze co robisz, to idziesz do punktu obsługi i zgarniasz darmową, papierową kartę stałego klienta (tylko na południowej wyspie). Z tą kartą wszystko staje się bardziej przystępne, a Twój budżet nie ucierpi aż tak mocno. Stołujemy się tu, gdy w pobliżu brak P’n’S.

3. Countdown – trzecia i ostatnia z dużych sieci marketów. Rozsądne ceny i jeśli zastanawiamy się czy iść tu czy do New World to znak, że czas rzucić kostką, bo ceny często niewiele się różnią.

4. 4Square – ceny to rozbój w biały dzień, ale na największych zadupiach Wyspy Południowej to z reguły jedyny supermarket w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Potrafią zdarzyć się jednak rozsądne promocje, ale wstępujemy tu tylko w ostateczności.

_IGP6594Poniżej przykładowe ceny podstawowych produktów spożywczych. Ceny zostały uśrednione i dotyczą tych z niższej, ale nie najniższej półki, więc przyjmij, że w miastach może być taniej, a z dala od cywilizacji nieco drożej. Warto też odnotować, że ceny niektórych produktów (tyczy się to w szczególności owoców i warzyw) potrafią diametralnie różnić się w zależności od pory roku. Dlatego w niektórych przypadkach są one niezwykle rozbieżne. Zazwyczaj produkty te są tańsze latem i droższe zimą (to akurat logiczne, chociaż…):

pierś z kurczaka – 15 NZD/kg
wołowina – tańsze partie mięsa 10-16 NZD/kg, droższe nawet do 45 NZD/kg (mają tu naprawdę świetną wołowinę i zazwyczaj zadowalamy się mięsem za 15-16 dolców)
sznycel wieprzowy – 12 NZD/kg
bagietka – 2 NZD
chleb tostowy – 1 NZD
chleb razowy – 5+ NZD (generalnie, w Nowej Zelandii nie ma dobrego chleba. Albo pieczemy swój, albo pakujemy się pompowaną bagietką)
jabłka – 1-4 NZD/kg
banany – 3 NZD/kg
pomidory – 2-4 NZD/kg
pomarańcze – 3-6 NZD/kg
cytryny – 6-18 NZD/kg
kiwi – 1-8 NZD (w październiku i listopadzie potrafiliśmy kupować kiwi za dolca za kilo. Styczeń i luty to już ośmiokrotność ceny – szok)
makaron – 1-2 NZD
ryż – 3 NZD/kg
ziemniaki – 2-3 NZD/kg (chyba, że kupujesz paczkę 10 kg, wtedy wychodzi sporo taniej)
żółty ser – 10+ NZD/kg
biały ser – 2,5 NZD/250g
mleko – 4,5 NZD / 2L
jogurt naturalny – 5 NZD/kg
jajka, 12 szt. – 3-6 NZD
woda – z reguły im większa, tym tańsza. Kupujemy najczęściej 6L/10L za 4/6 NZD

 

3. Zakwaterowanie

Jak wszędzie, wszystko zależy od tego gdzie, jak, z kim i czy daleko od centrum. Znamy takich, którzy przezimowali w samochodzie za friko na posesji u swojego pracodawcy. Można też sprzątać albo pomagać na farmie czy na kampie, w zamian za zakwaterowanie. Jest to tzw. wwoffing, o czym szerzej pisaliśmy tutaj. Wtedy koszty są zerowe. Czasem zdarza się, że pracodawca zapewnia zakwaterowanie za niewielkie pieniądze (np. 50 dolców za tydzień), ale ma to miejsce z reguły w rejonach odosobnionych i odludnych, gdzie znalezienie pokoju na własną rękę jest mocno utrudnione lub wręcz niemożliwe (patrz: Milford Sound, Tongariro NP czy Mount Cook Village). Jeśli już jednak dorosłeś do tego, żeby wynająć dwuosobowy pokój, musisz przygotować się na kwoty rzędu od 120 dolców w górę w mniejszych miastach i od 180 nawet do 300 w większych. Własne mieszkanie? Proszę bardzo. Od 200 dolców wzwyż w małych dziurach poza sezonem. Górny pułap nie istnieje. W miastach mnóż wszystko razy dwa. Teoretycznie najbardziej opłaca się znaleźć duże mieszkanie albo nawet cały dom (3-4 sypialnie) i kilka chętnych osób do zrzutki na czynsz. W praktyce jeśli nie podróżujesz akurat w sześć czy osiem osób, ciężko o takie zagranie (chyba, że akurat gdzieś zwolniło się miejsce i poszukują singla/pary do wspólnego regulowania rachunków). Wiadomo, że zakwaterowanie to kwestia umowna, bo są deale lepsze i gorsze. Dormy i wszelkiego rodzaju pokoje dzielone to zazwyczaj połowa tego co za pokój. Typowo backpackerskie miejscówki i różnego rodzaju guesthouse’y to minimum 20-22 NZD za dobę w kilkuosobowym dormitorium. Nie jest tanio, dlatego czym prędzej kupuj furę i śpij w środku :)_IGP6648

4. Rozrywka

Wycieczki, atrakcje i różnego rodzaju wynajmy czegokolwiek to temat rzeka. Ogólnie, jest horrendalnie drogo, ale to tylko dlatego, że znajdują się tacy, którzy przyjdą i z uśmiechem na twarzy zapłacą proponowaną cenę, bez żadnych upustów i to za sześcioosobową rodzinę. No bo kto przy zdrowych zmysłach wyjmie z portfela 60 dolców za godzinę pływania kajakiem? Albo 80 dolców za 5-godzinny rower? Przy takim układzie za dwa dni rowerowania, można by sobie kupić najtańszego Gianta. Najwyższe bungy w Nowej Zelandii – 279 dolarów. Kurczę, może i fajna opcja, ale żeby za 8 sekund spadania płacić 750 złotych? To prawie stówka za sekundę! Skydive? Proszę bardzo – od 400 dolców za sam skok w Taupo i 350 w Bay of Islands (najtańsze opcje) do blisko tysiąca w Wanaka z kompletem dodatków typu film, zdjęcia, koszulka, breloczek, długopis i Bóg wie co jeszcze. Jasne, nieczęsto jeździ się na koniec świata, ale jeśli ktoś nastawia się na kajaki, rowery, helikoptery, nurkowanie, bungy, loty widokowe czy inne szeroko pojęte wycieczki zorganizowane, to po powrocie można przeżegnać się po wejściu na konto.

5. Wynajem samochodu

Już dawno pisaliśmy, że przy długotrwałym pobycie w Nowej Zelandii, wynajem samochodu to ostatnia rzecz na jaką powinieneś się decydować. Ale jeśli planujesz tylko krótkie wakacje to niejako skazany jesteś na wpompowanie pewnej sumy dolców w kieszeń właścicieli firm oferujących wynajem aut. Kupowanie samochodu na szybko, a następnie błyskawiczna próba sprzedaży po skończonym tripie na pewno się nie uda. Po pierwsze stracisz mnóstwo czasu na szukanie auta, a po drugie wchodzisz w ten sposób w deal z kotem w worku. Może zdarzyć się przecież (pomimo całej mechanicznej wiedzy jaką potencjalnie posiadasz), że przez niedopatrzenie spowodowane pośpiechem przeoczysz coś istotnego i staniesz na środku drogi, gdzie do najbliższego warsztatu dziesiątki kilometrów. Albo – co gorsze – uziemisz się na tydzień, bo fura odmówi współpracy. Mało zachęcająca opcja.

W Nowej Zelandii wypożyczalnie samochodów są na każdym kroku. Cena za najprostszy i najmniejszy samochód przy dłuższym wynajmie może wynieść nawet mniej niż 20 dolarów za dobę. Ale ani się w tej furze nie prześpisz, ani się dobrze nie spakujesz. Taki typowy maluch do przemieszczania się z miejsca na miejsce. Nie polecamy.

Toyota Estima – najpopularniejszy samochód w całej Nowej Zelandii – wynajmiesz już od 50-60 dolarów za dobę przy wynajmie długoterminowym (czyli 4 tygodnie i więcej). Wnętrze przystosowane do spania w aucie, ale nie jest to self-contained, czyli teoretycznie spanie na dziko odpada. Teoretycznie :) Przy krótszym wynajmie, rzędu tygodnia-dwóch, cena skacze do około 90-100 dolarów za dzień. Powyższe ceny obowiązują w sezonie. A poza sezonem? Proszę bardzo, np. dwa tygodnie w lipcu – około 30 dolców za dobę.

Samochody z naklejką self-contained przystosowane są do tzw. freedom campingu, czyli posiadają szereg spełnionych wymogów, dzięki którym można spać na dziko. Nie wszędzie, ale wybór miejsc jest zdecydowanie większy niż w przypadku zwykłych aut przerobionych na sypialnie. To najbardziej komfortowa opcja ale i droższa niż obie poprzednie. Poza sezonem można wyrwać takie wozidło już za 50-60 dolców, ale w sezonie cena skacze dwukrotnie w górę.

Nie zapomnij tylko, że trzeba tą furę jeszcze zalać… :)

3 odpowiedzi do artykułu “Nowozelandzki cennik

  1. Ola

    Hej ponownie,

    Mam jeszcze jedno pytanie. Czy kiedy pracowaliście spaliście w samochodzie czy w kamperze (widziałam gdzieś zdjęcie ;)) Chcialabym się dowiedziec ile kosztue taka kamperowa przyjemnośc tygodniowo, czy może praktykowaliście wwoffing? :)
    Dzięki za info. Pytam się, ponieważ planuję wprowadzic w życie podobny pomysł wyjazdu na WHV i zastanawiam się jak to zrobić, żeby było w miarę tanio. :)

    Pozdro!

    1. Zalatani Autor

      Tylko wwoffing :) Wszyscy to robią. To najlepsza metoda, żeby oszczędzić na zakwaterowaniu.

      Wszystko jednak zależy od deala z właścicielem. Jak zawsze są lepsze i gorsze. Niektórzy mogą chcieć, abyś pracowała po 4-5h dziennie, a niektórym wystarczy 2h. Czasem zdarza się, że pracodawca zapewnia jedzenie (głównie z dala od cywilizacji). Grunt to nie dać się wykorzystać :) My pracowaliśmy i mieszkaliśmy na kampie w Hanmer Springs i w hostelu w Paihii i w obu wypadkach mieliśmy świetne układy z właścicielami.

      Gdyby jednak zdarzyło się tak, że praca zarobkowa koliduje Ci z wwoffingiem (bo i tak było) to dzienna/tygodniowa stawka za opłacenie kampa/pokoju w dormitorium to około 25/150 NZD. Wszystko oczywiście zależy od sezonu oraz miejsca.

      Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress