Opowieści z końca świata, odc. 1 – All Blacks, czyli o rugby w Nowej Zelandii

rugbyballTrzydziestu wielkich facet­ów ugania się za jajowatą piłką na boisku, gdzie po przeciwległych jego stronach ustawione są bramki w kształcie litery H. To Rugby Union lub po prostu rugby – sport w Polsce raczej mało znany i absolutnie niszowy. W Nowej Zelandii – ważniejszy niż religia. Ale zacznijmy od początku.

Według legendy, rugby narodziło się w Anglii, w roku 1823, gdy podczas meczu futbolowego niejaki William Webb złapał piłkę w ręce, przebiegł z nią pół boiska i położył za linią bramkową przeciwnika, zdobywając w ten sposób punkt dla swojej drużyny. Ale niektórzy twierdzą jednak, że to tylko bajka. Oficjalnie bowiem, pierwszy raz reguły i zasady spisano w roku 1845, w angielskiej miejscowości Rugby, skąd wywodzi się nazwa gry. Niezależnie od tego, co było pierwsze, należy przyjąć, że mniej więcej w połowie XIX wieku narodził się nowy sport, który dotarł do Nowej Zelandii za sprawą Brytyjczyków w latach 70. tamtego stulecia.

Prawdopodobnie 9 na 10 osób spytanych na ulicy w Polsce o zasady gry w rugby nie miałoby nic do powiedzenia. Ludzie wiedzą, że taki sport istnieje, bąkną coś o jajowatej piłce, że to niby full-contact, czyli coś tam gdzieś dzwoni, ale żeby opisać punktację czy wymienić kilku zawodników… z tym już gorzej. No bo znacie kogoś kto z marszu wyrecytuje Wam elegancko wszystkie reguły gry? No właśnie =)

Możesz przyjechać do Nowej Zelandii kompletnie zielony, nie wiedząc nawet, że istnieje taki sport jak rugby. Szybko się to jednak zmieni. All Blacks – bo tak nazywa się tutaj nowozelandzką drużynę narodową w rugby – są po prostu wszędzie. I nie ma innej nazwy. To tak jakby naszych piłkarzy nazywać Orłami. Jasne, zdarza się, ale raczej rzadziej niż częściej (i to wcale nie przez pryzmat ich ostatnich „osiągnięć”). A tu są po prostu „Olbleksi” i już. Nie ma takiej drużyny jak Nowa Zelandia – są All Blacks. Kropka. Do tego istnieje jeszcze jedna zasada – każdy Kiwi kibicuje dwóm zespołom – All Blacks i temu kto gra akurat przeciwko Australii. Święta wojna. To tak jakby nasi grali przeciwko Ruskim i Niemcom naraz. Albo i gorzej.

Jest jeszcze coś – haka. Możesz nie lubić rugby, bo to przecież ludzka rzecz czegoś nie lubić, ale haka zelektryzuje każdego. Historycznie, haka to maoryski taniec wojenny, mający na celu przestraszyć wroga i obniżyć jego pewność siebie. Dziś, hakę przed każdym swoim meczem wykonują All Blacks. W pozycji z szeroko rozstawionymi nogami klepią się po udach, łokciach i po karku, wybałuszają oczy i wywalają języki na wierzch (co lepsi potrafią podobno zakryć nim całą brodę!). Przewodzi im lider, który spaceruje pomiędzy tancerzami i dyryguje całą akcją, a wszystko to w akompaniamencie bojowych pieśni i okrzyków. Drużyna przeciwna stoi w tym czasie kilka metrów od All Blacks, w spokoju obserwując tańczących zawodników. Po prostu trzeba to zobaczyć. Mogłeś widzieć setki kapitalnych bramek, efektownych wsadów czy miażdżących nokautów – jeśli nie widziałeś haki, to Twoja galeria jest niepełna.

Ciekawostką jest, że w Nowej Zelandii więcej osób gra w piłkę nożną, zwaną tutaj „soccer” niż w rugby, a mimo to, to właśnie rugby pozostaje sportem narodowym, który przyciąga całe tłumy Nowozelandczyków przed telewizory i na stadiony. Dlaczego tak się dzieje? Otóż odpowiedź jest na tacy. Słyszeliście kiedyś o jakichś sukcesach piłkarzy z kraju Kiwi? Jasne, zdarzyło się, że grali na mundialu w RPA w 2010 roku, ale jakbyśmy mieli grupę eliminacyjną z Kiribati, Vanuatu i Wyspami Salomona to też pewnie zakwalifikowalibyśmy się do barażów z pierwszego miejsca. A All Blacks to aktualni mistrzowie świata i liderzy światowego rankingu, po prostu współcześni herosi rugby. Łoją tyłki Kangurom i Brytolom raz za razem, więc jak ich tu nie lubić?

O co zatem chodzi w rugby? Wygrywa ten kto po końcowym gwizdku ma więcej punktów – to jasne. Cała zabawa polega na tym, żeby tą nieforemną piłkę położyć za linią bramkową przeciwnika. Dokładnie tak jak blisko 200 lat temu uczynił to mityczny William Webb. Ale żeby nie było za prosto, podania ręką do przodu są zabronione, a drużyna przeciwna może zatrzymywać biegnącego rywala w każdy możliwy sposób, oprócz łapania za głowę. Tu właśnie zaczyna się całe widowisko. Kiwi ostrzą sobie już zęby na Puchar Świata, który odbędzie się w Anglii w 2015 roku, podczas gdy cała reszta świata ostrzy sobie zęby na All Blacks. Każdy chce przecież pobić mistrza. Dla Nowozelandczyków wrzesień i październik to najważniejsze miesiące w przyszłym roku i nie ma znaczenia, że to dwanaście godzin różnicy – lepiej jest zaspać do pracy niż przegapić mecz.

4 odpowiedzi do artykułu “Opowieści z końca świata, odc. 1 – All Blacks, czyli o rugby w Nowej Zelandii

    1. Zalatani Autor

      Teraz niestety nie piszemy zbyt dużo, bo od prawie czterech miesięcy jesteśmy stacjonarni na południowej wyspie w Hanmer Springs. Sporo pracujemy, a teraz zbliża się ‚gorący sezon’, zatem pracy będzie jeszcze więcej. Cierpliwości, 7 stycznia wyruszamy w trasę po NZ, jakieś 3-4 miesiące podróżowania po samej Nowej Zeli. Wtedy będziemy starali się pisać na bieżąco. Jakoś w międzyczasie będziemy chcieli wyskoczyć na wyspy Pacyfiku, tylko jeszcze nie zdecydowaliśmy na które konkretnie. Wczoraj wieczorem mieliśmy spektakularne niebo nad Hanmer, postaramy się wrzucić jakieś focie na FB. A tak btw, jeśli piszesz o swojej wymarzonej NZ, to pamiętaj, że marzenia się spełniają, tylko trzeba im troszkę pomóc. Aplikuj o wizę Working Holiday i pakuj się w samolot już w przyszłym roku! Odkładaj kasiorę na bilet i na rozruch, a na resztę zarobisz na miejscu! Pozdrowienia stąd, gdzie trawa bardziej zielona, niebo bardziej niebieskie, a pogoda… no właśnie, można książkę napisać.

      1. Inn

        Taki mam zamiar, aplikować o wizę, tylko najprawdopodobniej dopiero w 2016 roku, czekam na koniec studiów :) czyli widzę, że z pracą nie ma problemu? Dobrze, że można zarobić sobie na te wszystkie podróże. Ja dodaję blog do zakładek i czekam na te wszystkie posty z podróży! Każda wasza relacja zachęca do odwiedzenia miejsc o których piszecie. Moglibyście też napisać coś o tym jak Wam mija takie codzienne życie w NZ. Pozdrawiam Was serdecznie i gorącego lata w środku zimy życzę!

        1. Zalatani Autor

          Dzięki za dobre słowa! Postaramy się wrzucać posty tak często jak to będzie możliwe, ale wiadomo – w podróży różnie bywa. Na pewno częściej będziemy wrzucać niusy na FB. Na podróże odłożysz, pod warunkiem, że tak jak połowa ludzi na Working Holiday nie przeimprezujesz zarobionego siana. Co do znalezienia pracy, to jeśli przyjedziesz w dobrym momencie, tzn. w takim, w którym jest popyt na pracowników sezonowych to praca znajdzie Cię sama :) A życie codzienne… cóż… praca, dom, praca, dom. Ale odbijemy sobie to już wkrótce :) Pozdrowienia z Hanmer Springs :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress