Opowieści z końca świata, odc. 3 – Christchurch – miasto, które upadło

chchChristchurch – największe miasto na Południowej Wyspie – zamieszkane jest przez ponad 350 tysięcy osób. Rejon znany jest z wysokiej aktywności sejsmicznej, jednakże ogromna większość wstrząsów jest całkowicie nieodczuwalna dla człowieka. Tak było przez wiele lat, bowiem ostatnie dane dotyczące trzęsień ziemi mówią o latach 70 XIX wieku. Aż nadszedł 4 września 2010 roku.

Ziemia zatrzęsła się w Christchurch z siłą 7,1 w skali Richtera. Każdy, kto choć raz przeczytał opis tej skali, wie, że siódemka z przodu nie wróży nic dobrego. Szczęśliwie, obyło się jednak bez ofiar, bowiem epicentrum wstrząsów znajdowało się 40 km na zachód od centrum miasta. Do tego, całe zdarzenie miało miejsce w środku nocy, gdy ludzie znajdowali się w domach, a nie w biurowcach i centrach handlowych, zgromadzeni w jednym miejscu w tym samym czasie. Christchurch odetchnęło z ulgą, a życie w mieście wróciło do normy. W końcu prawdopodobieństwo wystąpienia dwóch niezwykle silnych trzęsień ziemi w relatywnie krótkim odstępie czasu jest bardzo znikome. A jednak.

Anglikańska katedra to jeden z symboli Christchurch. Niestety, cały front ucierpiał w trzęsieniu ziemi i dziś katedra jest zamknięta i ogrodzona siatką.

_IGP7542 _IGP7479 _IGP7480 Niespełna pół roku później, 22 lutego 2011 roku, ziemia w mieście zatrzęsła się ponownie. Tym razem w godzinach szczytu, a epicentrum przebiegało dokładnie pod miastem, zaledwie pięć kilometrów w głąb skorupy ziemskiej. To wystarczyło, żeby paradoksalnie słabsze niż poprzednio trzęsienie (6,3) zebrało ze sobą śmiertelne żniwo. W ciągu zaledwie kilkunastu sekund, które dla Christchurch wydawały się być wiecznością, centrum miasta praktycznie znikło z powierzchni ziemi. Setki budynków, dróg, pomników i pojazdów uległy zniszczeniu lub uszkodzeniu. Walące się mury i ściany zabudowań wypełniły powietrze pyłem i kurzem. Najbardziej ucierpiał budynek telewizji, który dosłownie złożył się jak domek z kart.

Christchurch zostało sparaliżowane. Brak wody, brak prądu i ulice pokryte szlamem z uszkodzonej kanalizacji. Przez blisko 3 tygodnie całe miasto było odcięte od świata. Wielu ludzi wyjechało, opuściło swoje domy, aby z dala od miasta przeczekać najgorsze, bowiem wstrząsy wtórne potrafiły zdarzać się nawet do 15 razy dziennie.

Katedra Świętego Sakramentu – podczas lutowego trzęsienia ziemi, figurka Matki Boskiej Fatimskiej, stojąca frontem do ołtarza, obróciła się samoistnie o 180 stopni i z rozpostartymi rękoma patrzyła na zniszczone miasto. Dziś, figurka została przeniesiona do innego kościoła.

_IGP7570 _IGP7569 _IGP7565 _IGP7541Do zrujnowanego miasta stopniowo zaczęła napływać pomoc. Z Wellington przyjechały dwa autokary, wypełnione najpotrzebniejszymi rzeczami, a na przedmieściach Christchurch ludzie organizowali akcje oczyszczania ulic z mułu, który zalegał z powodu uszkodzonych rur po trzęsieniu ziemi. Przyłączały się dosłownie tysiące osób, w tym turyści i osoby przyjezdne. Różne narodowości, różne pochodzenie, wreszcie różne wyznania, ale w tym jednym czasie całe Christchurch zjednoczyło się we wspólnym celu.

Lutowe trzęsienie ziemi zabrało ze sobą 185 osób. Większość z nich – 116 osób – przebywała w tym czasie w budynku telewizji, który runął i nie było po nim czego zbierać. Po katastrofie okazało się, że nie spełniał on wymogów bezpieczeństwa i do dziś w sądzie ciągnie się sprawa niekompetentnego architekta, który podpisał certyfikat. Tygodniami, służby ratunkowe przeczesywały całe miasto i sprawdzały każdy budynek w poszukiwaniu rannych lub ofiar. Centrum miasta zostało zamknięte na kilkanaście miesięcy i nikt bez specjalnej przepustki nie miał prawa wstępu na teren, gdzie miało miejsce epicentrum trzęsienia ziemi.

185 pustych krzeseł symbolizuje 185 osób, które poniosły śmierć podczas trzęsienia ziemi. Memoriał znajduje się naprzeciwko miejsca, gdzie stał kiedyś budynek telewizji.

Cardboard Cathedral – świątynia zbudowana głównie z grubego kartonu

_IGP7567_IGP7501_IGP7499 Gdy spogląda się na zabudowę Christchurch, widać parterowe domy, lekkiej konstrukcji, wykonane raczej z drewna i karton-gipsu wewnątrz. Jedyne wysokie budynki znajdują się w samym centrum, dokładnie tam, gdzie przebiegała linia uskoku. Na tym właśnie polegał pech Christchurch. Po trzęsieniu ziemi, ponad 800 budynków zostało zrównanych z ziemią, bo nie spełniały wymogów bezpieczeństwa. Mnóstwo ludzi straciło pracę, dom i wieloletnie biznesy. Najwięcej jednak stracili Ci, których bliscy odeszli niespodziewanie z dniem 22 lutego 2011 roku.

Przez 2 lata, Christchurch doświadczyło ponad 7500 wstrząsów wtórnych (niektóre źródła mówią nawet o liczbie przewyższającej 11 tysięcy). Część z nich, prawie dorównywała siłą lutowemu trzęsieniu ziemi. Pomimo tego, że wstrząsy wtórne trwały czasem zaledwie 2-3 sekundy, ludzie miesiącami mieszkali w namiotach rozstawionych w ogrodach i panicznie bali się przebywać w pomieszczeniach zamkniętych, bo każda noc była dla nich loterią. Wstrząsy zaczęły tracić na sile dopiero po roku od dnia katastrofy.

Dziś, centrum Christchurch wygląda jak krajobraz po wojnie. Mnóstwo pustych placów, ogrodzonych budynków i tabliczek z napisami, ostrzegającymi o niebezpieczeństwie. Czasem, gdy zajrzysz do środka restauracji w centrum, widać stoły i krzesła, wciąż leżące na ziemi, tak jakby ludzie dopiero co uciekli. Wygląda jakby do tych miejsc, od czasu trzęsienia ziemi jeszcze nikt nie wszedł. Powybijanie okna i łaty na ulicach przypominają o tym co stało się tutaj blisko cztery lata temu.  Paradoksalnie jednak, Christchurch to dzisiaj jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie w przypadku trzęsienia ziemi. Każdy nowy budynek jest rygorystycznie sprawdzany i testowany na wypadek wstrząsów, a większość starych zabudowań zatwierdzono do użytkowania po wnikliwej analizie.

_IGP7560 _IGP7568 _IGP7553 _IGP7543 _IGP7520Niemniej jednak, cała Nowa Zelandia to rejon bardzo aktywny sejsmicznie i praktycznie codziennie zdarzają się tutaj trzęsienia ziemi. Większość z nich to jednak lekkie wstrząsy, możliwe do wykrycia jedynie przez sejsmograf. Niekiedy, interwały pomiędzy kolejnymi, dużymi trzęsieniami ziemi to setki lat, a niekiedy – jak było w przypadku Christchurch – kilka miesięcy. Co więcej, trzęsienia ziemi nie da się przewidzieć w czasie i ewakuować mieszkańców z zagrożonego obszaru. Tutaj, nieopodal Christchurch, znajduje się linia uskoku Południowych Alp, jedna z potencjalnie najgroźniejszych w całym kraju i być może w całym obszarze Oceanii. Do tej pory miały miejsce jedynie cztery olbrzymie trzęsienia ziemi w tym regionie, o niszczycielskiej sile co najmniej 9.0 w skali Richtera. Datuje się je na lata 1100, 1450, 1620 i 1717. O ile data wstrząsu jest całkowicie nie do przewidzenia, to odstępy pomiędzy kolejnymi megatrzęsieniami to już zupełnie inna kwestia i naukowcy twierdzą, że istnieje pewna cykliczność. A nie trzeba być wybitnym matematykiem, aby policzyć, że nie było jeszcze w historii dłuższego interwału niż ten pomiędzy ostatnio zarejestrowanym megatrzęsieniem, a dzisiejszą datą. Resztę dopowiedzcie sobie sami, ale to już temat na inną historię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress