Rajd po balijskich świątyniach – hity i mity

Wciśnięta pomiędzy dwie muzułmańskie wyspy, w najliczniejszym pod względem wyznawców islamskim kraju na świecie, Bali zdominowana jest przez społeczność hindu. Widać to na każdym kroku, a charakterystyczny kształt świątyń i wszędobylski zapach kadzideł z powodzeniem przyciągają rzesze turystów. Nic dziwnego, że przemysł turystyczny rozwinął się tu na dobre. Takiego nagromadzenia obiektów kultu w jednym miejscu nie spotkasz chyba nigdzie indziej w Indonezji.

Niektórzy twierdzą, że na Bali jest więcej świątyń niż domów. Większość z nich to jednak małe, często odosobnione miejsca, gdzie modli się lokalna ludność, a turyści nie mają tam nawet wstępu. Na swej drodze prawdopodobnie spotkasz te mniej i bardziej znane balijskie świątynie, rozsiane po całej wyspie. Pytanie, czy warto poświęcać czas na każdą z nich czy lepiej skupić się na kilku wybranych i nie pędzić na oślep byle tylko „zaliczyć” następną. Poniżej znajdziesz zestawienie pięciu odwiedzonych przez nas świątyń na Bali. Dwie pierwsze z nich, znajdą się prawdopodobnie na liście życzeń każdego kto wybiera się na wyspę. Czy warto? Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Nasza opinia jest mocno subiektywna i każdy może wyrobić sobie własne zdanie po wizycie. Trzy pozostałe świątynie to trochę zejście z najbardziej uczęszczanego szlaku i odbicie w bok, czyli obiekty mniej popularne i nie oblegane przez całe autokary wycieczek. Niezależnie od ilości czasu, który zamierzasz spędzić w balijskich świątyniach i niezależnie od tego, które z nich wybierzesz, pewne jest, że mają one w sobie coś magicznego, co przyciąga nawet tych, którzy nie przepadają zbytnio za tego typu miejscami.

Dziewczynki z pocztówkami – Pura Besakih

_IGP3703Nazywana czasem świątynią-matką, najważniejsza i najświętsza spośród wszystkich świątyń na Bali. Położona w północno-wschodniej części wyspy, w otoczeniu gór i wulkanów. Przyjechaliśmy tu w bojowych nastrojach, nastawieni na odrzucenie każdej oferty podwózki, oprowadzenia czy potrzymania za rękę, jako że naczytaliśmy się i nasłuchaliśmy wielu opinii, które jednogłośnie poruszały temat wyciągania od turystów tylu banknotów ile aktualnie posiadają oni w kieszeni. Z drugiej strony, gdzieś tam z tyłu głowy mieliśmy nadzieję, że cała ta negatywna otoczka to jedna wielka bajka i nikt nie będzie sobie bezczelnie rościł praw do naszych pieniędzy.

_IGP3711Czar prysnął jednak jeszcze szybciej niż się spodziewaliśmy. Ledwo zdążyliśmy zaparkować nasz skuter, a tu podchodzi do nas pewien jegomość i oznajmia, że możemy pakować manatki i wracać do domu, bo dzisiaj w świątyni odbywa się ceremonia i bramy wejściowe są pozamykane. No chyba, że pójdziemy tam z nim, bo jego oczywiście wpuszczą. Naturalnie za drobną opłatą. Grzecznie podziękowaliśmy i uiściliśmy opłatę za wstęp na teren świątyni. Przy okazji obiecaliśmy sobie, że to jedyna gotówka jaka wyszła z naszego portfela podczas wizyty w Besakih. Bileter nie zapomniał jeszcze zapytać nas szesnaście razy w ciągu dwóch minut czy wiemy na co się piszemy idąc sami na górę. Przecież wszyscy biorą przewodnika! Odpowiedzieliśmy, że jesteśmy tu trzeci raz w ciągu tygodnia i zdajemy sobie sprawę z zagrożenia jakie czyha na nas po drodze. Po kwadransie dotarliśmy do schodów, prowadzących do głównego wejścia do świątyni. Tam czekał już na nas lokalny ochroniarz, który zakomunikował dobrze znaną nam informację o zamkniętej świątyni z powodu odbywającej się ceremonii. Jednakże za jedyne 50 000 rupii, jeden z jego kumpli rzuci wszystko co ma akurat do roboty i poświęci się dla nas, oprowadzając nas po kompleksie. Inaczej możemy wracać do domu. Cóż za szlachetny czyn! Szkoda tylko, że po bokach od głównego wejścia, znajdziesz jeszcze dwa rzędy schodów prowadzące na górę (jedne po lewej, drugie po prawej), zawalone ludźmi, którzy z płacenia za cokolwiek śmieją się lokalesom w twarz. Po prostu omiń środkowe schody i nie wdawaj się w gadkę z kimkolwiek. Grunt to pewność siebie, uśmiech i asertywność. Można jeszcze dodać kilka razy „no English”, żeby nagabywacze odczepili się od Ciebie na dobre. Koniec końców, pół godziny później staliśmy zadowoleni na głównym placu Besakih, w środku imprezy, obserwując modlących się ludzi i wdychając zapach palonych kadzideł – taka była ceremonia!

_IGP3708O co zatem chodzi z dziewczynkami, które sprzedają pocztówki? Otóż, różnych spotkaliśmy w Indonezji typków, którzy próbowali wcisnąć nam kuriozalne czasem rzeczy, byle tylko coś sprzedać. Ludzie Ci, podejmują zawsze niezliczone próby nakłonienia Cię do kupna, od zachwalania produktu pod niebiosa, przez darmowe próbki, na najbardziej zakręconych kłamstwach kończąc, ale dzieci z Besakih osiągnęły mistrzostwo w tym fachu. Najmłodsze z nich mają może po 4 lata, ledwo mówią w swoim języku, ale liczebniki po angielsku, francusku i niemiecku znają na wylot. Oczywiście raczą Cie poinformować, że możesz zapłacić w euro lub w dolarach po fantastycznym kursie. Zachowują się jak roboty, zaprogramowane na jeden cel – wepchnąć przechodzącemu białasowi pocztówkę za wszelką cenę, choćbyś miał ich już cały wór. Korzystając z faktu, że nie są starymi, bezzębnymi bazarówami, uciekają się do pociągania za ręce, chodzenia za Tobą przez kilka minut czy bezczelnych tekstów, które nie przystoją nawet dorosłym. Pełen odjazd.

Sama świątynia niczego sobie ale też nie ma co oczekiwać fajerkwerów, szczególnie w sezonie, gdy tabuny ludzi przewalają się dookoła. Ładnie położona, z wieloma pagodami i kilkoma ciekawymi niuansami architektonicznymi. Dość duża, rozłożysta, z ładnym widokiem na całe miasteczko położone w dole. Pod warunkiem, że masz pogodę. My nie mieliśmy.

(Nie) muszę tam jechać – Pura Tanah Lot

_IGP3664_IGP3654To podobno najczęściej fotografowana balijska świątynia. Pewnie dlatego, że położona jest na plaży, na kamiennym klifie, z widokiem na ocean. Przyjechaliśmy tu popołudniem, w sam raz na zachód słońca, napaleni jak daltoniści na kolorowy telewizor. O dziwo, płatność następuje podczas wjazdu do miasteczka, kilkaset metrów przed zejściem na plażę. Płacimy po 30 000 rupii za osobę (najdroższy bilet wstępu do obiektu kultu na Bali), parkujemy skuter (ekstra 2000 za parking, a jakże) i idziemy za tłumem w kierunku świątyni. Milion straganów, stoisk z byle czym, knajpek oferujących widok na zachód słońca i ludzi obwieszonych najróżniejszymi pamiątkami. Czujemy się jak we Władysławowie w środku sezonu, albo jeszcze lepiej – na egipskim bazarze (kup to, kup tamto, weź 3 – dam Ci 5 i takie tam). Na plaży ruch, jakby całe Bali zjechało akurat dziś do Tanah Lot oglądać świątynię. Podchodzimy bliżej i przecieramy oczy ze zdumienia. Na drewnianej tabliczce, tam gdzie zaczynają się schody prowadzące na górę, zapisano markerem zdanie: „zakaz wstępu do świątyni”. Sięgamy pamięcią, czy nie trafiliśmy czasem na jakieś ważne hinduistyczne święto, ale nie! Po prostu do tej świątyni nie można wejść! Teraz już wiemy dlaczego kasy biletowe znajdują się przy wjeździe do miasta. Może i fajnie położona, ale co najwyżej dla miłośników i zapaleńców architektury hinduistycznej. Może i ładnie dookoła ale spacer po plaży można odbyć w wielu innych miejscach na Bali, niekoniecznie płacąc 30 000 rupii w Tanah Lot. Może i warto pojechać, ale jak ma się miesiąc, a nie tydzień na wyspie. Nie po raz pierwszy potwierdza się fakt, że czasami im dalej od najbardziej utartych szlaków tym lepiej.

_IGP3655 _IGP3657 _IGP3691

Świątynia tysiąca schodów – Pura Lempuyang
_IGP3802

Brama wejściowa do głównego kompleksu świątynnego Pura Lempuyang

_IGP3796Żeby dostać się do Lempuyang, trzeba obowiązkowo wynająć skuter, bo nie dojeżdża tu prawdopodobnie żaden publiczny transport. Droga wiedzie kilka kilometrów stromo pod górę i usiana jest mnóstwem ostrych zakrętów. Nie ma tu opłaty za wstęp. Wpisujesz się na listę i po prostu zostawiasz datek. Przyjechaliśmy dwie godziny po otwarciu i byliśmy dokładnie siódmą i ósmą osobą figurującą na liście. To chyba znak, że nie będzie kolejek na górę. Nieco wyżej znajduje się główna świątynia. Jest cicho i pusto, nie ma tłumów, które spotkasz w innych miejscach tego typu na Bali. Zewsząd rozpościerają się kapitalne widoki na dolinę. Ale cała zabawa dopiero się zaczyna, bo nie bez kozery Lempuyang nazywana jest świątynią tysiąca schodów.

_IGP3827

Tysiąc schodów w upale i przy dużej wilgotności powietrza to naprawdę niezły trening

_IGP3849

Jedno słowo – SZACUN! My bez kosza ledwo dawaliśmy radę.

Wdrapanie się na szczyt zajmuje około dwóch godzin. Po drodze mijasz kilka pomniejszych świątyń i szereg straganów, gdzie za wszelką cenę będą starali Ci się wcisnąć butelkę wody, choćbyś już niósł pięciolitrowy baniak na plecach. Panorama ze szczytu nie powala. Na samej górze nie ma też świątyni. Postawili wprawdzie ze trzy figurki na czymś, co kształtem przypomina stół i modlą się do tego gorliwie kilka razy dziennie, ale dla nas to nie jest świątynia. Istnieje jeszcze alternatywna droga na szczyt, jednakże jest ona ponad dwukrotnie dłuższa. Być może w zamian oferuje dobre widoki i nie jest tak stroma jak schody prowadzące główną ścieżką. Na dobrą sprawę można by skupić się na głównej świątyni, na samym początku wspinaczki i odpuścić sobie całą zabawę z wchodzeniem, chyba, że akurat chcesz poćwiczyć nogi czy pośladki. Generalnie jeśli jesteś w pobliżu i masz akurat pół dnia wolnego, możesz wybrać się do Lempuyang. Jeśli zależy Ci na czasie i preferujesz inny rodzaj atrakcji, możesz odpuścić tą świątynię lub przynajmniej wchodzenie na sam szczyt, bo główna część kompleksu w zupełności wystarcza.

_IGP3850 _IGP3806_IGP3834 _IGP3807

Perła Mengwi – Pura Taman Ayun

_IGP3582Świątynia radży miasteczka Mengwi, położona w centralnej części Bali, bije na głowę przynajmniej połowę bardziej znanych i częściej odwiedzanych świątyń na wyspie. Jej nazwa po balijsku znaczy dosłownie „Świątynia z ogrodami na wodzie”. Na dzień dobry wita nas piękny, perfekcyjnie przystrzyżony trawnik na dziedzińcu głównym. W głębi kompleksu znajduje się najważniejsza część świątyni, z licznymi charakterystycznymi wieżami zwanymi w Indonezji „meru”, otoczona fosą i przyozdobiona wielką, drewnianą bramą. Niestety nie wpuścili nas do środka, bo akurat odbywała się ceremonia i można było popatrzeć tylko zza muru. A raczej wygonili nas z placu, nieświadomych złamania zakazu wejścia na ten teren. Za nami inna grupa – chyba Rosjan, bo gadali podobnie – też uciekała w popłochu przed łysym staruszkiem z długim kijem w ręku, którego mina nie zachęcała do dłuższej konwersacji. Tyle tylko, że nigdzie nie było informacji, że nie wolno tam wchodzić. Na pocieszenie pozostaje zatem mała wieża widokowa, z dobrym widokiem na świątynny kompleks. Dookoła całego terenu rozpościera się park z licznymi stawami, a brak jakiejkolwiek zorganizowanej turystyki w miasteczku i niewielka liczba turystów czynią z tej świątyni bardzo przyjemne miejsce na spacer. Świątynia znajduje się na głównej drodze prowadzącej z Ubud do Tanah Lot. Parking za darmo. Cena: 10 000 rupii od osoby.

_IGP3574

Do dziś nie wiemy dokładnie co to takiego, ale strach na wróble byłby z tego niezły…

_IGP3566 _IGP3573 _IGP3581 _IGP3599

Tam, gdzie rośnie ryż – Pura Luhur Besi Kalung
_IGP3613

Jesteś w ciąży? Masz okres? A może ktoś z Twojej rodziny kopnął w kalendarz w ostatnim czasie? Jeśli tak, to nie powinieneś wchodzić do hinduskiej świątyni. Po prostu nie jesteś czysty w świetle lokalnej religii. Pomijamy kwestię odpowiedniego ubioru. Więcej szczegółów na tablicy powyżej.

T_IGP3616a mała świątynia położona jest w przepięknej scenerii, otaczających ją tarasów ryżowych w Jatiluwih – prawdopodobnie najbardziej spektakularnych na całej wyspie. Spotkanie tu białego człowieka to trochę jak wygrany los na loterii, bo niewykluczone, że będziesz jedynym nie-Indonezyjczykiem, przechadzającym się po świątyni. Zdarza się wprawdzie, że z pobliskiej wioski przyjeżdżają turyści, uzbrojeni w przewodnika, ale nie jest to powszechne. Sama świątynia nie jest też zapewne opisana w żadnym przewodniku. Trafić do niej można, jadąc polną drogą wśród ryżowych pól do samego końca, tam gdzie wydaje się, że przejechać już nie można. Opcja dostępna tylko dla skuterów. Świątynia emanuje ciszą i spokojem. Wejście tworzy aleja z olbrzymich drzew, a najważniejsza część kompleksu położona jest w samym rogu. Trafiliśmy akurat na jakąś ceremonię (zdaje się, że w każdej świątyni na Bali ciągle coś się dzieje) i mogliśmy nawdychać się kadzideł, patrząc na modlących się ludzi. Świątynię tą należy traktować jako dodatek do pól ryżowych i miejsce gdzie można przez chwilę odpocząć i dowiedzieć się czegoś więcej o kulturze hindu.

_IGP3653_IGP3614 _IGP3619 _IGP3618

Bali świątyniami stoi – to niepodważalny fakt. Jedne są lepsze, drugie są gorsze, niektóre są puste, a w innych maszerujesz jak w stadzie. O ile rezygnacja z ich oglądania jest do ponownego rozważenia, to podziwianie zbyt wielu, na dłuższą metę po prostu się nudzi. W gruncie rzeczy, wizualnie wszystkie oferują to samo. Nasza rada – wybierz trzy, które przemawiają do Ciebie najbardziej i zatrać się w nich. Zwiedź je od A do Z, wczytaj się w ich historię i porozmawiaj z osobami, które wiedzą na ich temat wszystko, zamiast zasuwać i stawiać ptaszki na liście, odhaczając jedną po drugiej. No chyba, że jesteś świątynioholikiem i nic nie przemawia do Ciebie bardziej niż spiczaste dachy i figurki jegomościów podobnych do tych ziomków powyżej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress