Tana Toraja, czyli jak umrzeć z wielką pompą

_IGP9670W południowej części wyspy Sulawesi znajduje się kraina Tana Toraja, magiczne miejsce znane na całym świecie dzięki swym krwawym ceremoniom pogrzebowym, a także niecodziennym rytuałom chowania zmarłych. Jakby tego było mało, lokalna społeczność wyznaje chrześcijaństwo z domieszką obrzędów animistycznych, a całość tworzy niezłą mieszankę wybuchową. Nigdzie indziej nie spotkasz takiego miksu kultu i tradycji jaki panuje tutaj.

Śmierć jest najważniejsza. Żadne narodziny, wesela, rocznice ani inne wydarzenia nie mogą równać się z tym co dzieje się we wsi, gdy umiera członek rodziny. Ciało balsamuje się i przechowuje w domu do czasu pogrzebu, który w zależności od statusu i majątku mieszkańców domostwa może odłożyć się w czasie nawet kilka lat! Spotkaliśmy gościa, którego ciotka od strony matki „mieszkała” z rodziną jeszcze trzy lata po swojej śmierci. W tym czasie zmarłego traktuje się jak normalnego, żyjącego członka rodziny, podając mu jedzenie, napoje i prowadząc z nim codzienne rozmowy, jak gdyby nigdy nic. Gdy nadejdzie już dzień pochówku, mieszkańcy wsi stawiają specjalnie na tę okazję bambusowe budynki mające za zadanie pomieścić rodzinę i wszystkich gości. A tych potrafi być nawet ponad tysiąc.

_IGP9631 _IGP9643Przychodząc na ceremonię, wypada przynieść prezent, jako gest szacunku dla tego kto odszedł, a także za wkład poniesiony przez rodzinę w przygotowanie całego przedsięwzięcia. Najczęściej za prezent służą papierosy, cukier lub owoce, choć zdarza się niekiedy, że goście wydaja na prezent fortunę, kupując np. dwutonowego bawoła, czy świnię. Jest to jednakże swego rodzaju transakcja wiązana, bo wiedzą, że prędzej czy później zdarzy się pogrzeb w ich rodzinie i wszystko się zwróci. W kulturze Toradżów prezenty pogrzebowe mają bowiem ogromne znaczenie i nie można pozwolić sobie na skromny dar, gdy wcześniej dostało się coś konkretnego. Jest to na tyle istotne, że prowadzi się w tym celu nawet skrupulatne notatki i coś na kształt ksiąg, do których można po latach zajrzeć, aby nie splamić honoru rodziny, przynosząc prezent o niższej wartości niż otrzymany wcześniej. Jeśli jednak bieda zagląda w oczy i rodziny nie stać na równie kosztowny prezent, to obowiązek prawidłowej „spłaty” spada na kolejne pokolenie.

Goście po kolei witani są przez gospodarzy, rodzina po rodzinie i zajmują miejsca na trybunach. Im bliżej rodziny zmarłego, tym większy prestiż, naturalnie. W międzyczasie spiker bez przerwy wyczytuje kto przyniósł jaki prezent, serwowany jest poczęstunek, napoje i papierosy. Za jadło służą świnie. Zabija się je jedna po drugiej, wyjmuje wnętrzności i wkłada do bambusowych łodyg, które następnie opala się na ogniu. Całość, wraz z ryżem tworzy ulubiony przysmak Toradżów.

_IGP9638 _IGP9646Centralnym momentem całej ceremonii – która sama w sobie nie nadaje się ani dla wegetarianów, ani dla ludzi o wrażliwych żołądkach, ani dla miłośników zwierząt  – jest rytualne poderżnięcie bawolego gardła, wraz z którym następuje oficjalny moment śmierci zmarłego już przecież nieboszczyka. Toradżowie wierzą bowiem, że taka praktyka pomaga duszy przedostać się do nieba. Im więcej bawolich gardeł zostanie poderżniętych, tym szybciej i łatwiej zmarły dotrze w zaświaty. Ilość wołów zależy również od statusu zmarłego i majątku rodziny. Niekiedy na wielkich, trwających kilka dni ceremoniach zabija się nawet ponad 150 bawołów. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że jeden dorodny bawół może kosztować nawet 10 tysięcy złotych, to szybko staje się jasne dlaczego rodzina często zwleka z pogrzebem, gromadząc w międzyczasie pieniądze, śpiąc ze zmarłym w jednym domu.

_IGP9982

Im więcej bawolich rogów wisi przed domem, tym znak, że pogrzeb był niezwykle udany, a gospodarze dysponują sporą ilością kapusty

_IGP0089_IGP0090Następnie, trumnę z ciałem zmarłego przenosi się w miejsce pochówku, które po raz kolejny zależy od pozycji społecznej. Może to być zbiorowa jaskinia, grób wydrążony w skale, grób wiszący lub oddzielna krypta. Czasem przed wejściem stawia się figurkę zmarłego, czasem w ścianie skalnej wykuwa się balkon i umieszcza tam kukły tau-tau, które również symbolizują nieboszczyka, a naturalnie im wyższy grób, ciekawsza lokalizacja i lepszy widok na pola z ryżem, tym wszystko droższe i tym więcej bawołów i świń rodzina musi przeznaczyć dla cieśli, kamieniarzy i lokalnego Dżepetto.

_IGP0098

Wypisz, wymaluj – pani z obrazka

_IGP0099

Figury zmarłych wyglądają naprawdę realistycznie

_IGP0105

Zbiorowa jaskinia, pełna trumien, czaszek, kości i darów dla zmarłych

_IGP0106

Kasa zawsze może się przydać – nawet po śmierci

_IGP0109

Jeśli zmarły był głęboko praktykującym chrześcijaninem, to stawia się mu również krzyż

_IGP0111

Jedna z wielu otwartych trumien w Ke’Te Kesu’

_IGP0112

Figury zmarłych w rodzinnym grobie

_IGP0114

Po chwili przyzwyczajasz się do takiego widoku w Tana Toraja

_IGP9660

Trumny przed wejściem do jaskini w Londa

_IGP9662

Tutaj siedzi prawdziwa arystokracja

_IGP9672

Czasem mamy wrażenie, że w Indonezji tak naprawdę najbardziej liczą się fajki…

_IGP9686

Kolejna otwarta trumna…

_IGP9677

Trumny w zbiorowej jaskini w Londa

_IGP9669 _IGP9695 _IGP9929 _IGP9933To nie koniec. Żeby było jeszcze bardziej odlotowo, to raz do roku, w sierpniu, odbywa się w Tana Toraja niesamowity rytuał zwany Ma’Nene, czyli po naszemu ceremonia czyszczenia zwłok. Otwiera się trumny, wyciąga mumie, myje, czesze, zmienia ubrania i – uwaga, najlepsze – oprowadza po okolicy na spacer. Trzeba nam było w sierpniu przylecieć, a nie na początku października. Następnie chowa się ciało z powrotem ze wszystkimi potrzebnymi nieboszczykowi rzeczami, a w międzyczasie donosi napoje, papierosy, pieniądze i inne drobiazgi, zostawiając wszystko przed wejściem do grobu. Cała ta procedura ma na celu ułatwienie drogi do zbawienia, bo jakby nie było Toradżowie wierzą w tego samego Boga co my, tyle że według ich wierzeń, pewnego dnia skrzydlaty Jezus przyleci na Sulawesi, otworzy kolejno każdy grób i zabierze wszystkich ze sobą do nieba. Zacznie od tych w najwyżej ulokowanych grobach, tam gdzie kukły tau-tau liczy się w dziesiątkach i gdzie nie brakuje papierosów rozsypanych dookoła grobu. Wniosek z tego taki, ze droga do zbawienia w Tana Toraja prowadzi przez ilość ukatrupionych bawołów podczas pogrzebu. Ciekawe, ale prawdziwe.

_IGP0031Na koniec jeszcze slow kilka o chowaniu niemowląt w kulturze Toradżów. Dzieci, które zmarły zanim wykształciły im się pierwsze zęby chowa się w pniu drzewa. Ojciec drąży w drewnie dziuple, składa tam niemowlę, a następnie zamyka wszystko małymi drzwiczkami, wykonanymi z gałęzi. Według lokalnych wierzeń, bezzębne dzieci nie mogą być pochowane w ziemi, gdyż może to przynieść nieszczęście lub plagę i będzie po zbiorach. Po kilku latach dziupla zarasta, a dziecko łączy się z drzewem, pozwalając duszy ulecieć do nieba. Oczywiście, im wyższa dziupla w drzewie, tym wyższy status rodziny – bo jakże mogłoby być inaczej.

_IGP0030

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress