Witaj w Mordorze!

_IGP4398Tongariro Alpine Crossing uznawane jest powszechnie za jeden z najpiękniejszych jednodniowych szlaków pieszych na świecie. W Nowej Zelandii wierzą oczywiście, że to absolutny numer jeden i nic nie jest w stanie równać się z Tongariro. I mogą mieć rację.

Blisko dwadzieścia kilometrów wulkanicznych krajobrazów, rozległych górskich widoków, no i to, na co czekają tłumy walące tu licznie każdego dnia – Emerald Lakes. Tongariro wypadło nam akurat w sobotę. Do tego piękna pogoda, na którą czekaliśmy od środy, zbiegła się z końcówką lata, a zatem nadal ścisły sezon. Nie skłamiemy, gdy powiemy, że tego dnia przez szlak przeturlało się pewnie z tysiąc osób.

_IGP4932

Mount Ngauruhoe, czy jak kto woli – Mount Doom

Nie będziemy się tu rozpisywać ile się idzie i jakie są odległości pomiędzy poszczególnymi odcinkami, bo wszystkie te rzeczy wiszą w każdym punkcie informacyjnym w promieniu 100 kilometrów od Tongariro. Za to damy Wam jedną złotą radę – przyjedźcie wcześniej na parking. Nawet jeśli ma to Was kosztować pobudkę o szóstej. Po prostu zaparkujcie tu auto i jeśli organizm jeszcze odmawia współpracy, to śmigajcie dalej spać. To co dzieje się tutaj od dziewiątej rano, przypomina próbę zaparkowania w centrum handlowym, dzień przed świętami. Miejsc parkingowych jest może pięćdziesiąt, a chętnych przynajmniej dwadzieścia razy tyle. Więc, aby Tongariro nie wydłużyło Wam się do 22 kilosów, bo trzeba jeszcze zaparkować gdzieś w polu, kawał drogi od parkingu, zalecamy przybycie rano.

_IGP4572(1) _IGP4637(1)Druga sprawa to kwestia powrotu. Wiadomo już, że Tongariro to szlak w jedną stronę. Wrócić jakoś trzeba, bo zostawiliśmy przecież auto. W gruncie rzeczy istnieją cztery rozwiązania, jak dostać się z powrotem na parking. Pierwsza opcja to znajomy, babcia, ciocia, czy ktoś inny z rodziny, kto jest Was w stanie zgarnąć i podwieźć z powrotem. W praktyce może okazać się to jednak problematyczne, bo najbliższy chętny znajduje się pewnie setki kilometrów stąd. Odpada. Druga opcja to umówienie się z inną parą po drodze, że jedni zostawiają samochód na jednym parkingu, wszyscy pakują się do drugiego auta i potem Ci pierwsi podrzucają tych drugich, o umówionej godzinie z powrotem na parking. Pomieszanie z poplątaniem, bo nie dość, że musisz znaleźć klienta na taki deal, to jeszcze dochodzi tu ta magiczna „umówiona godzina”. A wiadomo jak to w życiu bywa. Także ta opcja jest raczej dla szukających przygód. Trzecia opcja to autostop – wydawać by się mogło – izi sprawa, ale nie wolno zapominać, że główna trasa w Parku Narodowym to nie jest autostrada, gdzie przewala się trzysta samochodów na minutę. Można trafić na kogoś kto się zatrzyma, a można przez cały wieczór podziwiać tylne tablice rejestracyjne mijających nas pojazdów. Dla ryzykantów. Opcja numer cztery zawiera dotarcie do Blue Lake, ewentualnie kawałek bliżej, do Emerald Lakes (czyli de facto głównego punktu programu) i powrót tą samą drogą, którą przyszliśmy. Trasa nam się nieco wydłuża i z sześciu godzin robi się osiem, ale istnieją dwa zasadnicze plusy tego rozwiązania. Po pierwsze, można jeszcze raz zobaczyć wszystko w odwrotnej kolejności i w kompletnie innym świetle (łakomy kąsek dla fotografów), a po drugie można zasmakować Tongariro idąc przez chwilę samemu, bez tych wszystkich tłumów, zasuwających z samego rana. Kompletnie inna trasa. Uwierzcie nam na słowo, bo właśnie tę opcję wybraliśmy. Co więcej, podobno za Blue Lake nie ma już nic ciekawego do oglądania, bo wszystkie główne atrakcje są już za nami. Tym bardziej, powrót brzmi zachęcająco. Istnieje w zasadzie jeszcze piąta opcja, czyli autobus jednej z wielu firm trudniących się transportem pomiędzy parkingami. Jedyne 30 dolców od osoby. I musisz stawić się na konkretną godzinę, z czego ostatnie busy niektórych firm odjeżdżają już o 16:00. Więc jeśli chcesz po prostu wyjść, przejść i dojść to spoko, nie ma problemu, ale jeśli rozważasz jakieś fotki (a jest co pstrykać), lunch, chwilę spokoju, ewentualnie zdobycie wulkanu Tongariro lub Ngauruhoe (czyli tzw. side trip), to albo wychodzisz o szóstej rano, albo na parkingu zastajesz puste miejsca parkingowe. The choice is yours :)

_IGP4647 _IGP4677(1) _IGP4710 _IGP4719(1)Przejdźmy zatem do samego szlaku – miód, malina jak to śpiewali pewni zacni discopolowcy. Absolutny must dla każdego, kto w ogóle myśli o odwiedzeniu kraju kiwi. To od Tongariro powinno rozpoczynać się układanie każdego planu zwiedzania Nowej Zelandii. Świetnie oznaczony, łatwo dostępny i oferujący takie widoki, że szczękę z podłogi będziecie zbierać przynajmniej z pięć razy. No i darmowy. Opcjonalnie, zimowa sceneria i ośnieżone szczyty mogą jeszcze spotęgować magię tego miejsca, gdyby ktoś rozważał wypad nie latem. Wspaniała gratka dla fanów Władcy Pierścieni, bo to przecież na Ngauruhoe (czyli LoTRowy Mount Doom) wspinał się Frodo. Tobie może to zająć raptem dwie godziny, bo nie ma tu przecież hałasujących hord orków. Każdy filmik promujący NZ, każdy przewodnik i każda książka opisująca kraj kiwi, szeroko poruszają wątek Tongariro. Nie bez powodu. Po prostu nie ma Nowej Zelandii bez Tongariro. Tak jak nie ma Rzymu bez Koloseum, czy Paryża bez Wieży Eiffla.

_IGP4773 _IGP4783 _IGP4817(1) _IGP4818(1) _IGP4841Tongariro Alpine Crossing to bezapelacyjnie numer jeden na naszej liście. I nawet te tłumy nie przeszkadzają tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Każdy idzie swoim tempem, nie ma ciśnienia, ani wielkich kolejek do pstryknięcia jakiegoś widoku. Czasu jest w bród, bo latem słońce zachodzi tu dopiero dobrze po dwudziestej. I co z tego, że masz takie same zdjęcia jak w katalogu czy u kumpla na ścianie. Byłeś w Mordorze i żyjesz – i tylko to się liczy.

_IGP4952

Nasz kolejny cel – Mount Ruapehu

_IGP4863 _IGP4889 _IGP4891(1)

7 odpowiedzi do artykułu “Witaj w Mordorze!

    1. Zalatani Autor

      Jest DOC camp bardzo niedaleko za 6NZD od osoby. Bardzo podstawowy, ale lepszy niż żaden. Parking pod Tongariro jest darmowy. Polecamy stawić się wcześniej, bo w sezonie zapełnia się bardzo szybko. Można przyjechać wcześniej i przespać się godzinę-dwie przed trekiem. Co do przyjazdu poprzedniego dnia to oficjalnie kamping jest zabroniony.

  1. tnp

    Hej,

    Czy wchodziliście na „Mt. Doom”? :)
    Jeżeli tak, to ile zajęłam Wam cała wycieczka tam i z powrotem?
    Z góry dzięki za odp :)
    Pozdrawiam!

    1. Zalatani Autor

      Siema!

      Mieliśmy wleźć na Mt. Doom w drodze powrotnej na parking, ale tak się zasiedzieliśmy nad tymi kolorowymi jeziorami, że w końcu zaczęło zmierzchać i nie zaatakowaliśmy siedziby Saurona :)

      Oficjalne drogowskazy i przewodnik mówią o ok. 3 godzinach w obie strony. Spotkaliśmy natomiast na miejscu dwóch Norwegów, którzy weszli w nieco ponad godzinę, a potem „zjechali” na kamieniach, zsuwając się ruchem ślizgowym w 20 minut :)

      Można śmiało zaliczyć Emeraldy i Mt. Doom jednego dnia, tylko trzeba zaplanować zawczasu i trzymać się ram czasowych :)

      Pozdrosy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress