Wracamy!

plane2 (2)Coś się zaczyna i coś się kończy – zawsze tak jest. Dla nas to „coś” rozpoczęło się 15 lipca ubiegłego roku, a zakończy się dokładnie za miesiąc – 21 listopada, kiedy wyjdziemy ze strefy przylotów na lotnisku Okęcie w Warszawie. Wierzyć się nie chce, ale to prawda. Klamka zapadła. Kupiliśmy bilety. Już nie ma odwrotu. Wracamy.

Gdy w połowie lipca opuszczaliśmy naszą piękną Polskę, w głowach aż roiło nam się od myśli i uczuć. Lecimy przecież tak daleko, do kraju, którego kompletnie nie znamy i nie mamy tam nic. Nie znamy nikogo. Wylądujemy i co? Najgorszy był czas pożegnań, bo to jednak kupa czasu – i powiedzmy sobie szczerze – w międzyczasie może stać się wszystko. Rodzice płakali, dziadki płakali, my staraliśmy się trzymać pion, ale wiadomo jak jest. Ponadto, zostawialiśmy za sobą psa. O ile człowiek zrozumie, że to podroż i przygoda, być może jedyna taka w życiu i prędzej czy później jednak wrócisz do domu, to psu tego nie wytłumaczysz. Tyle momentów zwątpienia i zawahania ile mieliśmy przez ostatnie trzy dni pobytu w Polsce nie było przez calą podróż. Natka nawet któregoś razu, kilka dni przed wylotem spytała się w żartach czy nie chcemy tego wszystkiego odwołać i zamiast na lotnisko udać się na lody na Starówkę. Pytanie pozostało bez odpowiedzi…

Jak już wyjdziesz z domu to jakoś to idzie. Najlepiej wziąć taksówkę, żeby uniknąć jeszcze finalnego pożegnania na lotnisku, ale rodzice są nieugięci. Wezmą urlop, żeby Cię odwieźć. Ostatnie rady, dobre słowo czy kop na szczęście tylko wbijają Ci gwoźdź coraz głębiej w serce. Moment, w którym czujesz, że wszystko zaczyna się na dobre to moment przejścia przez bramki bezpieczenstwa. Fakt staje się faktem.

Lądowanie w Auckland to było coś czego nie można porównać chyba do niczego innego w naszej podroży. Ponad pół roku przygotowań, żeby stanąć na końcu świata. Niby ta sama planeta, ci sami ludzie i wszystko to samo, ale czujesz się jak w bajce. Chłoniesz każdą chwilę, każdy moment na lotnisku wydaje Ci się super. Ściany aż pachną. Zrobiłeś to. Życzymy każdemu takiego uczucia.

Pamiętamy nasze pierwsze popołudnie na Wyspie Południowej, świeżo po kupnie Tweety. Gdzieś pośrodku niczego, wokół milion owiec, a my sami. Słońce gdzieś tam leniwie zachodzi za góry. Pamiętamy jak siedzieliśmy na jezdni, nie mogąc uwierzyć że od prawie godziny nie przejechał tędy żaden samochód. Wolność. Uczucie nieporównywalne do niczego innego. Możesz zrobić co chcesz, jechać gdzie chcesz i spać gdzie chcesz. Tego dnia nawet ptaki nie były tak wolne jak my byliśmy. Jeśli ktoś kiedyś spyta się nas o najpiękniejszy moment w życiu, to bez wahania wskażemy właśnie tę chwile.

natnz

To jest ten dzień i ta chwila. Pierwszy dzień na Wyspie Południowej. Widoki jak z bajki, a my zajarani jak małe dzieci. Kochamy tę fotkę.

_IGP6044 (2)

Pierwsza noc na Południu w Tweety wyglądała mniej więcej tak :)

_IGP6302 (2)

Nasz pierwszy tydzień w Hanmer Springs i pierwszy „outing”. Gdybyśmy mieli wybrać tylko jedno miejsce, do którego moglibyśmy wrócić w Nowej Zelandii, to byłoby to właśnie to miejsce. Nie żadne Tongariro, Milford, Mount Cook czy Abel Tasman, tylko to „no-name’owe” wzgórze leżące trzy minuty od kampu, na którym mieszkaliśmy.

Nie wiemy co czeka nas za miesiąc. Liczba pytań jakie stoją teraz przed nami jest niewyobrażalnie duża. Wracamy do domu i nie wiemy co nas tam zastanie. Nie było nas prawie półtora roku. Mamy 16-miesieczną dziurę w życiu. W pewien sposób wypadliśmy z obiegu, bo wyszliśmy poza schemat i teraz z powrotem musimy wcisnąć się w codzienną rzeczywistość miejskiego życia. Jak tu założyć garnitur czy sukienkę, kiedy przez ostatnie półtora roku Twoją szafę stanowił plecak? Ślinka nam cieknie na myśl o chlebie, rosole, pierogach i kotletach schabowych. Byle nie z ryżem, bo na ten już powoli nie możemy patrzeć.

Jaki jest zatem plan? Cóż, sami jeszcze nie do końca wiemy. Pewnym jest, że ta podroż nauczyła nas wiele i dziś odważniej stąpamy po świecie. Jesteśmy otwarci jak nigdy wcześniej i gotowi na zmiany jak już pewnie nigdy nie będziemy. Od jutra zaczynamy odliczanie. Od trzydziestu. Bo coś się kończy. Ale 21-go listopada zacznie się coś nowego. Do zobaczenia w Warszawie :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Facebook

Likebox Slider Pro for WordPress